sprężynka vs. spalanie

Od jakiegoś czasu średnie zużycie paliwa w moim Junaku wzrosło. Rzecz nie wydarzyła się skokowo ani wzrost nie był szczególnie drastyczny — ot, pół litra na każde 100 kilometrów. W końcu zaczęło mnie interesować, co może być przyczyną. Zajrzałem tu i tam, ale niczego niepokojącego nie znalazłem.

Ponieważ w najbliższym czasie liczę na dłuższą trasę, podczas której będę wspomagał się nawigacją w telefonie, postanowiłem poćwiczyć przez kilka dni. Zaczepiłem telefon na kierownicy, w mapach Google ustawiłem Księżyc jako cel trasy i, jak każdego ranka, poleciałem na ekspresówkę.

Cyferki na ekranie są maleńkie, drgania i odbicia światła dodatkowo utrudniają odczyt, więc zanim przyzwyczaiłem wzrok do trudnych warunków, odruchowo kontrolowałem prędkość, posługując się wskazaniami licznika. W przeszłości wielokrotnie sprawdziłem, że do 100 km/h jego wskazania są zgodne z GPS-em. Powyżej wskazówka właściwie się nie zapuszczała, mimo że czasami udawało mi się przebić tę magiczną barierę.

Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem, że licznik stoi na 90, a GPS pokazuje 105. Te „dodatkowe” 15 km/h przekładało się na dodatkowe 0,5 l/100 km średniego zużycia paliwa.

W liczniku zamiast pięknie skręconej sprężynki mam kłąb przypominający nieco druciak do zmywania. Coś się w tym kłębie dodatkowo skłębiło i wpłynęło to na wskazania, to wpłynęło na moje odczucie prędkości, a to z kolei wpłynęło na dodatkowy wypływ paliwa.

Sprężynka versus spalanie. Proste?