Dzień czternasty sobota 17 września 2022
Znowu pakowanie. Rano jest pochmurnie i na tyle ciepło, że jeszcze niektórzy łażą tylko w gaciach, ale ubrać się musimy grubiej, bo prognozy nie są dla nas łaskawe.

Piotrek naprawił cieknący zbiornik
Jedziemy, wiatr i czasami deszcz, temperatura +9. w Czechach częste korki, ale tak jak zauważyli moi druhowie wyprawy, Czesi całkiem inaczej reagują na motocyklistów, gdy schodzimy do lewej to wielu kierowców robi nam miejsce, w Polsce nie do pomyślenia.

W Czechach są przepyszne hotdogi
Jeszcze rano zadzwoniłem „Pod Rybkę”aby zarezerwować nocleg dla Piotrka i Kamyka. Po drodze telefon do Andrzeja, bo koniecznie chce nas powitać na granicy w Golińsku. Powiem Wam, że chyba tak jak tego dnia to jeszcze nigdy nie zmarzłem na motocyklu. Po drodze parę razy stawaliśmy dokładać ciuchy, droga trochę się dłużyła, przez ostatnie dwa dni nieźle dostaliśmy w kość, osobiście chciałem być jak najszybciej w domu.

Przejście w Golińsku, Polska, udało się hurrra
Po przyjeździe trzeba się rozpakować, każdy musi odnaleźć swoje rzeczy. Kamyk z Bogim postanawiają razem dotrzeć do Warszawy, pakują motory na lawetkę, aby jutro z rana wyruszyć w drogę. Jeszcze wspólna kolacja, piwo i Piotrek zabiera Kamyka na nocleg.

Bogi i Arek nocują u mnie w domu. W niedzielę Piotrek wyrusza jako pierwszy, 7.30 wyjazd, 14.40 melduje się w domu.

Iście królewskie powitanie Piotrka w domu, 5500 km
Następny Bogi z Kamykiem, oni na razie w okolice Warszawy do Kamyka, a w poniedziałek sam Bogi do kolegów z Księżyca na nauki. Ostatni w niedzielę wyjeżdża Arek, ale on jak to Arek, nie może prosto do domu, do Szczecina, on jeszcze jedzie do Biskupic Oławskich zawieźć butelkę Ouzo kupioną specjalnie dla Zibiego w małym greckim sklepiku. Melduje się w domu wieczorem.
T-H-E E-N-D
<< dzień trzynasty podsumowanie >>

Piotrek naprawił cieknący zbiornik
Jedziemy, wiatr i czasami deszcz, temperatura +9. w Czechach częste korki, ale tak jak zauważyli moi druhowie wyprawy, Czesi całkiem inaczej reagują na motocyklistów, gdy schodzimy do lewej to wielu kierowców robi nam miejsce, w Polsce nie do pomyślenia.

W Czechach są przepyszne hotdogi
Jeszcze rano zadzwoniłem „Pod Rybkę”aby zarezerwować nocleg dla Piotrka i Kamyka. Po drodze telefon do Andrzeja, bo koniecznie chce nas powitać na granicy w Golińsku. Powiem Wam, że chyba tak jak tego dnia to jeszcze nigdy nie zmarzłem na motocyklu. Po drodze parę razy stawaliśmy dokładać ciuchy, droga trochę się dłużyła, przez ostatnie dwa dni nieźle dostaliśmy w kość, osobiście chciałem być jak najszybciej w domu.

Przejście w Golińsku, Polska, udało się hurrra
Po przyjeździe trzeba się rozpakować, każdy musi odnaleźć swoje rzeczy. Kamyk z Bogim postanawiają razem dotrzeć do Warszawy, pakują motory na lawetkę, aby jutro z rana wyruszyć w drogę. Jeszcze wspólna kolacja, piwo i Piotrek zabiera Kamyka na nocleg.

Bogi i Arek nocują u mnie w domu. W niedzielę Piotrek wyrusza jako pierwszy, 7.30 wyjazd, 14.40 melduje się w domu.

Iście królewskie powitanie Piotrka w domu, 5500 km
Następny Bogi z Kamykiem, oni na razie w okolice Warszawy do Kamyka, a w poniedziałek sam Bogi do kolegów z Księżyca na nauki. Ostatni w niedzielę wyjeżdża Arek, ale on jak to Arek, nie może prosto do domu, do Szczecina, on jeszcze jedzie do Biskupic Oławskich zawieźć butelkę Ouzo kupioną specjalnie dla Zibiego w małym greckim sklepiku. Melduje się w domu wieczorem.
T-H-E E-N-D
<< dzień trzynasty podsumowanie >>