Dzień pierwszy niedziela 4 września 2022
O godz 7.30 jadę po chłopaków do „Złotej Rybki”. Pakowanie, pakowanie, pakowanie. Wszystkie bambetle lądują w busie tak, że Junaki jadą bez obciążenia.

Poprzedniego dnia ustaliliśmy, że każdy uczestnik dołoży po 50 E do busowego paliwa, nie było sprzeciwów. Wyjazd zaplanowałem na godz 9. Jeszcze tylko czekamy na przyjazd mojego dobrego kumpla Andrzeja i wyruszamy. Wzbudzamy sensację na moim osiedlu, sąsiedzi nas żegnają machając chorągiewkami i wręczając nam kwiaty, częstują własnoręcznie upieczonym ciastem, kobiety mdleją... Kamyk ma problem z odpaleniem swojej maszyny.
Po krótkim czasie wyruszamy w osiem Junaków w stronę Lubawki, gdzie po zatankowaniu pod korek przekraczamy granicę z Czechami. Do stacji benzynowej na pożegnanie dojeżdża jeszcze Piotrek ze Świdnicy.

Przystanek na parkingu, żegnamy się z Andrzejem, Piotrkiem, Johnym i Niunkiem.. Dalej już podążamy w pięć Junaków i za nami bus, wyznaczoną trasą przez Czechy. Odpoczywamy co mniej więcej sto kilometrów. Na każdym postoju Kamyka Junak ma problem z odpaleniem, za każdym razem może liczyć na pomoc Piotrka rozruchowego.
Po paru godzinach przekraczamy niewidzialną granicę między Czechami i Austrią. Idzie dobrze. Poza paroma moimi wpadkami nawigacyjnymi jest nieźle. Raz tylko, czy to wina nawigacji, czy to moja nieuwaga, wjeżdżamy w taką uliczkę w Austrii, że Jerry nie może zawrócić busem, więc z Arkiem pomagamy nadrzucić przyczepkę. Dojeżdżamy do austriackiego miasta Grein na wyznaczony kemping. Kemping nie ma wysokich notowań, ale co tam, jedna noc obleci. Wysyłamy Bogiego, jako niemieckojęzycznego, w celu dogadania szczegółów, ale okazuje się, że obsługa kempingu nie bardzo potrafi rozmawiać w języku Goethe'go, bo są Rumunami. Telefon do szefa, a ten też Rumun. W ostateczności rozbijamy namioty na działce, którą sami wybraliśmy. Po odświeżeniu ubieramy nasze „firmowe” koszulki i ruszamy do miasta w poszukiwaniu piwa. Jeszcze wcześniej ustalamy, że składamy się po 100E od łebka, tak żeby za wspólne zakupy i za kempingi płacić z tych pieniędzy.

Późnym wieczorem zjadamy kolację na kempingowej ławeczce w postaci suchego prowiantu.
Paciorek z siusiu i nyny. Kto tu chrapie??
<< dzień zerowy dzień drugi >>

Poprzedniego dnia ustaliliśmy, że każdy uczestnik dołoży po 50 E do busowego paliwa, nie było sprzeciwów. Wyjazd zaplanowałem na godz 9. Jeszcze tylko czekamy na przyjazd mojego dobrego kumpla Andrzeja i wyruszamy. Wzbudzamy sensację na moim osiedlu, sąsiedzi nas żegnają machając chorągiewkami i wręczając nam kwiaty, częstują własnoręcznie upieczonym ciastem, kobiety mdleją... Kamyk ma problem z odpaleniem swojej maszyny.
Po krótkim czasie wyruszamy w osiem Junaków w stronę Lubawki, gdzie po zatankowaniu pod korek przekraczamy granicę z Czechami. Do stacji benzynowej na pożegnanie dojeżdża jeszcze Piotrek ze Świdnicy.

Przystanek na parkingu, żegnamy się z Andrzejem, Piotrkiem, Johnym i Niunkiem.. Dalej już podążamy w pięć Junaków i za nami bus, wyznaczoną trasą przez Czechy. Odpoczywamy co mniej więcej sto kilometrów. Na każdym postoju Kamyka Junak ma problem z odpaleniem, za każdym razem może liczyć na pomoc Piotrka rozruchowego.
Po paru godzinach przekraczamy niewidzialną granicę między Czechami i Austrią. Idzie dobrze. Poza paroma moimi wpadkami nawigacyjnymi jest nieźle. Raz tylko, czy to wina nawigacji, czy to moja nieuwaga, wjeżdżamy w taką uliczkę w Austrii, że Jerry nie może zawrócić busem, więc z Arkiem pomagamy nadrzucić przyczepkę. Dojeżdżamy do austriackiego miasta Grein na wyznaczony kemping. Kemping nie ma wysokich notowań, ale co tam, jedna noc obleci. Wysyłamy Bogiego, jako niemieckojęzycznego, w celu dogadania szczegółów, ale okazuje się, że obsługa kempingu nie bardzo potrafi rozmawiać w języku Goethe'go, bo są Rumunami. Telefon do szefa, a ten też Rumun. W ostateczności rozbijamy namioty na działce, którą sami wybraliśmy. Po odświeżeniu ubieramy nasze „firmowe” koszulki i ruszamy do miasta w poszukiwaniu piwa. Jeszcze wcześniej ustalamy, że składamy się po 100E od łebka, tak żeby za wspólne zakupy i za kempingi płacić z tych pieniędzy.

Późnym wieczorem zjadamy kolację na kempingowej ławeczce w postaci suchego prowiantu.
Paciorek z siusiu i nyny. Kto tu chrapie??
<< dzień zerowy dzień drugi >>