Zimny Chów
Lubimy junaki, spotkania, kontakt z naturą, świeże powietrze i tradycję. Nie pozostało zatem nic innego jak zorganizować tradycyjny biwak pod hasłem "Zimny Chów". Pierwszy miał miejsce w 2017 roku. Tegoroczny jest już siódmym z kolei, a piątym w Bieżanach nad Wkrą, u przesympatycznych gospodarzy zawiadujących okolicznymi lasami, agroturystyką, polem biwakowym i wypożyczalnią kajaków. Miejsce to traktujemy jako oswojone i zaprzyjaźnione. My też jesteśmy traktowani jako oswojeni i zaprzyjaźnieni :-) Dowodem na to może być fakt, że po gorących przywitaniach w piątkowy wieczór gospodarze zostawili nas samych na gospodarstwie, zapowiedziawszy powrót w niedzielę.
Tegoroczny skład to: Arek, Benelli, GrzegorzW, Grześ, Franek, Krzych54, Loczek, młody Lemis, PawełZ, PiotrC i Quba. Byli to przedstawiciele Mazowsza, z czego Arek z delegatury w Szczecinie (północno-zachodni skrawek Mazowsza) i Franek z delegatury Bełchatów. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że pojawiło się dziewięć junaków i dwa japończyki.
Pogoda dopisała, w nocy było około 5 stopni, czyli Zimny Chów był zimny, a o to nam chodzi. Kilkanaście stopni w dzień i pełne słońce w sobotę i niedzielę nie były w stanie tego zepsuć :-)
Ognisko zapalone po południu w piątek płonęło do sobotniego poranka. Rozmowy o motorach, podróżach, awariach, częściach, naprawach były tak absorbujące, że przerwać mogły je tylko sączone z maleńkiego kubeczka kolejne porcje Grzesiowego specyfiku. 
W sobotę z rana Paweł odpalił pierwszy w kierunku domu. Quba z Loczkiem długo dyskutowali nad dalszą częścią wypadu. Ostatecznie zrezygnowali z Litwy na rzecz Bałtyku. My z Krzychem i Benellim zebraliśmy się po południu. Najtwardsza grupa (Arek, Franek, GrzegorzW, Grześ i młody Lemis) została do niedzieli. Wszyscy syci wrażeń bez problemów technicznych dotarliśmy do domów. Nie ma lepiej :-)
Na kolejny Zimny Chów zapraszamy w przyszłym roku!!!