groźna historia na stacji paliw

Tankuję paliwo. Na sąsiednim stanowisku pan odwiesił pistolet i zamknął wlew. W czasie gdy żona poszła do kantorku zapłacić pan podchodzi do mnie i wyraźnie ma ochotę na zamienienie kilku słów. Ośmielam go uśmiechem i serdecznym dzień dobry. Dzień dobry. Za młodu też miałem kontakt z Junakami. Znałem dwóch braci. Jeden z nich miał Junaka. Pojechali z żoną odwiedzić brata. Jego dziewczyna chciała się przejechać motorem. Zabrał ją na przejażdżkę, która niestety zakończyła się tragicznie. Na zakręcie wylecieli z drogi, uderzyli w drzewo i zginęli oboje. Po jakimś czasie brat ożenił się z młodą wdową. Wyraźnie nie był to koniec opowieści, ale z kantorku powróciła żona. Spod ściągniętych brwi łypnęła na pana, którego uśmiech znikł w jednej chwili. Wsiadaj! Po tym warknięciu pan, niczym przy starcie Le Mans, bez pożegnania w mgnieniu oka znalazł się za kierownicą.

Brr, co za historia. Myślę zarówno o tej z przeszłości, jak i o scenie odegranej przez panią na stacji. Na Księżycu podzieliłem się obydwoma historiami z kolegami. Canaletto zadumał się i zaskoczył mnie ciekawym pytaniem. A może pani to żona z opowieści pana, a pan to jeden z braci? Wtedy byłoby jeszcze groźniej.

Jak widzicie Junak prowokuje do sympatycznych pogawędek :-)