więcej szczęścia niż rozumu
Wczoraj na Księżycu poprosiłem syna o wymianę opony w tylnym kole. Ściągnął gumę, założył nową, wszystko pięknie. Razem zamontowaliśmy koło. Przy okazji uczę go co i jak :-) W trakcie pracy ktoś mnie odciągnął do innych zadań.
Czy Ropsonik poczekał na mnie, czy złapał go szczególnie niekorzystny układ świateł, dość że po 2km dogoniłem go. Uprzejmie zwolnił i po chwili zobaczyłem w oknie jego jeepa uśmiechniętą szczeciniastą gębę :-)
Dobra nasza. Wbijam w dół trójkę i jazda. Ropson trzyma się z tyłu. Oczywiście mógł mnie z łatwością łyknąć, ale to dobry Kamrat i chciał mi sprawić frajdę. Na trójce do 80km/h i czwórka. 90-95km/h Zbliżamy się do świateł. Na wszystkich 3 pasach stoi po kilka aut. W impetem wbijam między nie i ustawiam się ma "pole position". Przy hamowaniu z tylnego koła doszedł jakiś metaliczny stuk. Ki czort? Może mi się przywidziało?
Zmiana świateł. Tuż przed startem odkręciłem gaz, teraz strzał ze sprzęgła i skok do przodu. Tył dziwnie się zabujał. Nie ma czasu na rozważania. Szybkie zmiany na 2 i 3. Dopiero wtedy wyprzedzają mnie dwa auta, których kierowców musiałem sprowokować moim startem z pole position. 95km/h i kolejne światła, ale te już zmieniają się na zielone. Lekko hamując przemykam między autami. Tył znowu się buja. Mało wiatru w oponie?
Na rozważania brak czasu bo za chwilę tunel i przed nim kolejna zabawa z autami. Na tym odcinku jest ograniczenie do 70km/h. Tuż przed tunelem stoi fotoradar. Na ten widok prawie wszyscy ostro hamują do 50km/h, nawet ci, którzy po starcie ze świateł chcą pokazać, że za nic mają starego rupcia, który się pcha między nich. Ja nie odpuszczam i zgodnie z przepisami mijam radar z dozwolona prędkością przemykając pomiędzy autami. Czasami nieco się zagalopuję i wzbudzam radar, co dodaje jeszcze atrakcyjności całemu zamieszaniu.
No i nie stanąłem mimo natarczywych znaków, które dawał mi motocykl. Dopiero w garażu przyjrzałem i ze zgrozą stwierdziłem, że nie dokręciłem nakrętki tylnej osi. Zabierak trzymał prawą stronę, a lewa wędrowała swobodnie. Do tego klin kiwał się. Te luźne elementy postukiwały przy hamowaniu, a koło zmieniające pozycję dawało efekt bujania motocykla.
Wieczorem podpiąłem linki, spakowałem narzędzia i byłem gotów do powrotu do domu. Ponieważ Krzych nie chciał się ścigać i uciekł wcześniej poprosiłem Robsona, który wracał do domu. Wiem, ściganie się na ulicach to nic szczytnego, ale jakże jest to przyjemne.
Wystartowaliśmy ostro. Po 300 metrach silnik zgasł. Z emocji zapomniałem odkręcić kranik. Ropson poleciał, a ja musiałem chwilę poczekać, aż komora się napełni. Jak się później okazało to junaczysko dawało mi pierwszy znak.
Czy Ropsonik poczekał na mnie, czy złapał go szczególnie niekorzystny układ świateł, dość że po 2km dogoniłem go. Uprzejmie zwolnił i po chwili zobaczyłem w oknie jego jeepa uśmiechniętą szczeciniastą gębę :-)
Dobra nasza. Wbijam w dół trójkę i jazda. Ropson trzyma się z tyłu. Oczywiście mógł mnie z łatwością łyknąć, ale to dobry Kamrat i chciał mi sprawić frajdę. Na trójce do 80km/h i czwórka. 90-95km/h Zbliżamy się do świateł. Na wszystkich 3 pasach stoi po kilka aut. W impetem wbijam między nie i ustawiam się ma "pole position". Przy hamowaniu z tylnego koła doszedł jakiś metaliczny stuk. Ki czort? Może mi się przywidziało?
Zmiana świateł. Tuż przed startem odkręciłem gaz, teraz strzał ze sprzęgła i skok do przodu. Tył dziwnie się zabujał. Nie ma czasu na rozważania. Szybkie zmiany na 2 i 3. Dopiero wtedy wyprzedzają mnie dwa auta, których kierowców musiałem sprowokować moim startem z pole position. 95km/h i kolejne światła, ale te już zmieniają się na zielone. Lekko hamując przemykam między autami. Tył znowu się buja. Mało wiatru w oponie?
Na rozważania brak czasu bo za chwilę tunel i przed nim kolejna zabawa z autami. Na tym odcinku jest ograniczenie do 70km/h. Tuż przed tunelem stoi fotoradar. Na ten widok prawie wszyscy ostro hamują do 50km/h, nawet ci, którzy po starcie ze świateł chcą pokazać, że za nic mają starego rupcia, który się pcha między nich. Ja nie odpuszczam i zgodnie z przepisami mijam radar z dozwolona prędkością przemykając pomiędzy autami. Czasami nieco się zagalopuję i wzbudzam radar, co dodaje jeszcze atrakcyjności całemu zamieszaniu.
I tak od świateł do świateł. Tył buja się coraz bardziej. Zdarzają się też stuki. Stawać? Do domu już tylko kilka kilometrów.
No i nie stanąłem mimo natarczywych znaków, które dawał mi motocykl. Dopiero w garażu przyjrzałem i ze zgrozą stwierdziłem, że nie dokręciłem nakrętki tylnej osi. Zabierak trzymał prawą stronę, a lewa wędrowała swobodnie. Do tego klin kiwał się. Te luźne elementy postukiwały przy hamowaniu, a koło zmieniające pozycję dawało efekt bujania motocykla.
Niby już jestem stary i objawy te powinny być mi znane (i są), a jednak je zlekceważyłem. Nauczka na przyszłość - nigdy nie lekceważyć sygnałów, które daje motocykl!!! Tych "paranormalnych", jak nieodkręcony kranik, jak i lekkich stuków czy bujania.