incognito

Właściciel Junaka, który przeszedł ostatnio remont (motor, nie właściciel), poprosił o kilka poprawek i doprowadzenie motoru do stanu, w którym właściciel — który w przeszłości przeszedł kilka remontów — będzie mógł go uruchamiać bez doprowadzania się na skraj kolejnego remontu.

Jakoś dogadałem się z motorem i właścicielem. Na koniec zabrałem Junaka na pięćdziesięciokilometrową przejażdżkę. Ponieważ pojazd nie ma jeszcze uregulowanego statusu (blachy, przegląd...), musiałem posłużyć się pewnym trickiem, ale o tym opowiem przy ognisku.

Zatarłem ślady zastosowanego tricku, przyczepiłem blachę do mojego motoru i zgłosiłem gotowość do odbioru. Ponieważ przekazanie mogło odbyć się po kilku dniach, zostałem poproszony o jeszcze jedną przejażdżkę.

Wieczorem po robocie przelałem gaźnik, zapaliłem od pierwszego kopnięcia, wsiadłem i popędziłem do domu. Nazajutrz — droga na Księżyc w porannym korku. W sznurze aut policja. Mijam ich, jadąc po linii. Wiem, że to nie jest superlegalne, ale się nie czepiali. Potem kawałek powierzchni wyłączonej z ruchu — też bez reakcji — i pognałem dalej.

Po chwili nagłe olśnienie: JADĘ BEZ TABLICY.