w szeregu zbiórka

Od kilku tygodni gdy ruszałem z domu lub przy starcie z Księżyca w przednim zawieszeniu coś chrupało. Początkowo były to delikatne chrupnięcia, a na dodatek pojawiające nieregularnie się co jakiś czas. Po starcie wszystko zdawało się być w porządku. Po przyjeździe do celu starałem się dociec przyczyny. Łożysko w główce? Poluzowana blacha osłony lampy? Coś z hamulcami? Wszystko wydawało się być w porządku. Z notorycznego braku czasu nie kierowałem mojego motoru na szczegółowe badania, traktując go jak standardowego pacjenta leczonego w ramach NFZ'tu. Jeździć i obserwować. W ramach tych obserwacji zauważyłem, że czasami w zakrętach pokonywanych ze znaczną prędkością motor ni stąd, ni zowąd samodzielnie pogłębiał skręt.

Wczoraj znalazłem przyczynę. Lewe łożysko w przednim kole uległo kompletnej destrukcji. Koszyk separujący kulki został zmielony. Prawdopodobnie przy starcie kulki jak na komendę "W szeregu zbiórka!" ustawiały się jedna za drugą z jednej strony łożyska pozostawiając puste miejsce po przeciwnej stronie. W efekcie koło mogło się bujać na boki. Całe to zjawisko dawało efekt "chrupania". Po starcie kulki musiały się losowo układać na obwodzie i jakoś to się toczyło. Kiedy poprzednio wymieniałem łożyska w przednim kole? To było po powrocie z Nordkappu 209 tysięcy kilometrów temu!!! 

Gdy pokazałem Muzykowi co znalazłem nie mógł zrozumieć jakim cudem w czasie jazdy nie słyszałem i nie czułem co się dzieje. Łatwo mu mówić, bo Muzyk słyszy wszystko, a ja w moim otwartym kasku słyszę taki szum opływającego powietrza i warkot silnika, że inne dźwięki są skutecznie tłumione. Drgań kierownicy nie zauważyłem, lustra były stabilne jak zawsze, tylko czasami dziwne zachowania w zakrętach dawały do myślenia. Wierny towarzysz podróży po raz kolejny dowiózł mnie do celu i pozwolił na naprawę. Gdyby przyszło mierzyć się z taką awarią w trasie też dałbym radę, ale Księżycowy Warsztat to najlepsze z miejsc. Palnik, prasa, sprężone powietrze, benzyna do mycia, dobry ciężki młotek... tego wszystkiego brakowałoby gdzieś przy drodze. Muzyk przyniósł sobie fotelik, zapalił cygaro i umilał mi czas opowieściami o tym jak to w wieku siedemnastu lat kupił pierwszego Junaka, zrobił prawo jazdy i wybierał się na pierwszy zlot. Dlaczego pojechał na ten zlot WFM'ką, a jego ojciec musiał kopać 200 metrów rowu przez las? Kiedyś przy ognisku zapytajcie go o to sami. Sam smak motocyklizmu :-)

Łożyska wymienione, ręce umyte, kolejny miły wieczór na Księżycu zakończony. Na dworze uczciwe 2 stopnie. Nie powinno być zbyt ślisko. Można wypróbować jak motor zachowuje się w zakrętach. No, teraz to bajka! Jeszcze raz się udało :-)

w szeregu zbiórka