posolić i popieprzyć

Wczoraj wieczorem dotarłem z Księżyca do domu niemal w ostatniej chwili przed śniegiem. Tuż przed północą lekko zmarznięty na ciele i rozgrzany na duszy dotarłem do domu. Gorąca herbata i dwie kanapki na podwieczorek, chwila na rozgrzanie dłoni i ruszyłem z psem na spacer. Na dworze bajkowa sceneria. Odbiliśmy na świeżym śniegu ślady stóp (obaj), napaskudziliśmy pod żywopłotem (pies), sprzątnęliśmy co trzeba (ja) i dzida do domu.

Dziś w rana widok z okna kuchennego zapowiada użycie przypraw. Oni solą (jezdnie) więc ja pieprzę (jazdę). Cóż, trzeba pogodzić się z zimowym incydentem.


walentynki 2025