jak Pyskaty z tłoka łykał

na liście Dzikiego junaka:

Pyskaty: ....a wodke z tloka piles? Tak ten "kieliszek" lapiesz by palcami zatkac otwory na swozen i mozna uzywac.

Jacot: O, tu zes mie Kamrat zaintrygowal. A tlok z piecdziesiatki czy z setki? ;) Bo na pincetke to bym sie chyba juz nie porwal...A, i jeszcze chcialem zauwazyc, ze na to niewatpliwie te korki teflonowe sluza, co teraz na topie.;)

***

Wodzu, ja to tylko ze dwa razy z komarkowego, a i sam tloko-kieliszek to nie jest moj wynalazek.

Gdy mlodziencem jeszcze bylem i w garazu wiecej przy roznych klamotach czasu spedzalem niz w domu, to mialem interesujacych kolegow, pracownikow Miejskiego Przedsiebiorstwa Oczyszczania. Wtedy zwano ich po prostu smieciarzami. Czasy byly inne, do tej "kariery" nikt sie nie rwal wiec obsada byla taka jaka byla czyli, pijaczki, lumpy i miejscowe żule. Wygladem swoim i zachowaniem nie wzbudzali oni "spolecznej akceptacji" i takich panow lepiej bylo omijac z daleka.

Ja jednak mialem z nimi dobre uklady, a zaczelo sie to przez przypadek. Moj garaz (nr.1 na zdjeciu) byl, mniej wiecej w srodku rzedu innych garazow zbudowanych w lini nie bardzo prostej lecz lekko falistej gdyz byly one pod zboczem gorki zwanej Diabelska. Zapewne z powody tej nazwy, znacznie pozniej niz garaze, proboszcz kosciol (X) na jej szczycie wybudowal? Tak czy siak rzad z moim garazem, byl niejako przeciwprostokatna trojkata utworzonego jeszcze z dwoch innych rzedow, a po srodku tego trojkata stalo jeszcze 8 garazy. W jednym z nich (nr.2) urzedowal kumpel CZ-tkowiec, ktory jeszcze Trabanta posiadal. Wjazd i wyjazd z tego trojkata byl tylko w miejscu (nr.3) na zdjeciu czyli byl to prawdziwy zaułek, w ktorym niewiele widac bylo i malo co sie dzialo. (nr.4 ) to ostatni w tamtych czasach smietnik na trasie smieciarzy.

(nr.5) to dach bloku mieszkalnego, w ktorym od przeciwnej strony, od glownej ulicy byl sklep monopolowy. Smiecierze, przed dojechaniem do ostatniego smietnika wypuszczali jednego ze swoich by ten zaopatrzyl sie w plyn rozweselajacy z niedalekiego sklepu. Pozniej po zakonczeniu pracy, albo wszyscy czterej, albo czesciej we trzech, bo kierowca traktora odjezdzal z "towarem" (nie bylo wtedy jeszcze eleganckich smieciarek tylko traktor i przyczepa z polokraglym blaszanym przykryciem z odsuwanymi burtami) udawali sie w ten garazowy zaulek by tam uraczyc sie trunkiem. Ich ulubione miejsce to (nr.6).

Tam tez w jednym z garazy, starszy pan mial Panonie, ktora tylko czyscil, przepalal i po objechaniu tego srodkowego rzedu zamykal na dwa zamki i jedna klodke (standartowa kombinacja) do nastepnego razu.

Poniewaz ja prawie zawsze w garazu przy czyms grzebalem, to smieciarze szybko mnie namierzyli i ktoregos dnia jeden z nich o przezwisku Falconetti, zagadal do mnie z prosba:
- Panie, nie masz pan jakiegos kieliszka, szklanki, sloika?
- No nie mam.
- ...a to moze jakis stary tlok?

Tlok owszem byl i to od Junaka, po powaznej przycierce, wiec bez zalu mu go dalem wyrazajac jedynie zastrzezenie, ze przez otwory na swozen trunek sie wyleje. Ale on chyba mial juz wczesniej praktyke, bo pokazal mi jak sie taki tlok trzyma by nie marnowac zawartosci, a ze chlop byl wielki to nie mial z tym problemu.

Od tamtej pory, odwiedzali mnie bardzo czesto, a to fajke wysepili bo palacy bylem, a to zapalki. Ale jak ja akurat bylem w potrzebie, zawsze mnie jakims Sportem poratowali. Jak deszcz padal albo zimno bardzo bylo, to przysiedli i wypili u mnie w garazu W sumie fajni goscie byli, pojecie o motocyklach jakies mieli, bo kazdy z nich, jak nie wtedy, to w mlodosci jakies pierdzikolka ujezdzal, wiec bylo o czym pogadac. Do mnie po imieniu sie zwracali i najsmieszniejsze bylo, gdy czasem z laska jakas szedlem ulica, albo lepiej z mama, a z przejezdzajacej smieciarki faceci pytali: "Robert, bedziesz pozniej w garazu?"

Stare czasy, ktore sie teraz milo wspomina.

(nr.7) garaz kolegi Ojca, najlepszego mechanika samochodowego w Nowej Debie w tamtych czasach.

Zdjecie podebralem z filmiku z YouTube pokazujacego Nowa Debe z lotu ptaka. https://youtu.be/CW1vikY-iOk Nie wiem tylko dlaczego autor tytul dal taki durnawy?

Pyskaty

jak Pyskaty z tłoka pijał