Dzień ósmy niedziela 11 września 2022

Albania Mirasia
Poranek, choć przez chwilę rześki wiaterek, wczoraj Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, dzisiaj w planie przeskoczyć całą Albanię, pod Grecką granicę. Jutro niby dzień wolny, znaczy niedziela :-), ale kusi Grecja, choć do pierwszego portu, do pierwszej knajpy na sałatkę. (Arek)

Dzisiaj osiągniemy cel. Ksamil, miasto na całkowitym południu Albanii. Ale spokojnie, jeszcze przed nami prawie 400 km jazdy po drogach tego dziwnego kraju. Wydaje się, że w Albanii to raczej paliwa nie powinno zabraknąć, jest tu niezliczona liczba stacji benzynowych, na odcinku kilometra można ich naliczyć pięć.

Albania Mirasia
Poranna kawusia już w Albanii ... (Arek)

Chyba jedyny kraj w którym na oznaczonych bezpłatnych autostradach są ronda. Ponoć kiedyś miały być płatne te autostrady, ale Albańczycy zbuntowali się i spalili wszystkie budki poboru opłat. Ronda same w sobie nie są złe, ale w Albanii są dwie szkoły przejeżdżania przez nie - jedna mówi, że pierwszeństwo ma ten który jest na rondzie, a druga, że pierwszeństwo posiada wjeżdżający na rondo. Ogólny bałagan, zwłaszcza w większych miastach, gdzie można spotkać rowerzystów jeżdżących pod prąd, bądź też furmanki poruszające się po owych autostradach zaprzęgnięte w konie, czy też inne muły.

Albania Mirasia
Przejazd przez całą Albanię, w upale męczące. Wiele różnorodności, momentami jak w slumsach, momentami jak w bajce, nie odda tego ani fotografia ani opowieść. Tu trzeba być, to trzeba poczuć, ta radość i zachwyt, zmęczenie znika.... Żałuj Rudy ... (Arek)

Za czym dojedziemy do celu musimy pokonać góry a na nich przełęcz Llogara. Znowu niesamowite widoki, chmurki i piękne w dole morze Jońskie. Pięknie jest, żyć nie umierać.

Junak Bogiego znowu na lawecie, ma co robić mój bus w tych górach i ma co robić Jerry. Nie dość, że w jednym z miast na hopie wypiął się Bogiego Junak, i gdyby nie był przywiązany za przednie koło to pewnie już taki ładny by nie był. Jechałem jako pierwszy za bratem i w wyobraźni już widziałem snopy iskier ciągnących się za przyczepką.

Albania Mirasia

Na podjeździe na Llogarę są nie lada wzniesienia i bardzo ostre agrafki(zakręty). Na jednym z nich jakiś nawiedzony alban tak zajechał drogę Jerremu, że ten musiał stanąć, bus zgasł i ciężko było ruszyć pod górę z obciążoną przyczepką. Dobrze, że zostało całe sprzęgło.

Albania Mirasia

Wczoraj Jerry wraz z Anetą podjęli słuszną decyzję, aby w Ksamil nie nocować na kempingu, a zamówić nocleg w apartamentach u Gentiana (byliśmy już kiedyś jego gośćmi). W sumie to koszt ten sam, a po tygodniu tułaczki należy nam się wyspać w normalnych warunkach, czyli w łóżku i pościeli.

Albania Mirasia
No a po ciężkiej pracy wypada odpocząć w godnych warunkach ... (Arek)

Jeszcze tylko wieczorem idziemy do miasta wymienić parę euro na leki, a przy okazji zjeść suflaki na kolację. Tak w ogóle to można dzisiaj wieczorem sobie pofolgować. Jutro prawie wolne od jazdy.

Albania Mirasia
Wcześniej, oczywista, należało coś szamnąć (Arek)

Nikt nie chrapie, no chyba, że u Arka w pokoju. 


<< dzień siódmy     dzień dziewiąty >>