dni 7, 8, 9, 10: Baia Domicia
moczymy się w morzu Tyrreńskim, można spokojnie umrzeć nie zobaczywszy Neapolu, pompa w Pompejach, lekcja historii na Monte Cassino, grzmoty pod 575, grupa pościgowa u bram, obchody rocznicowe, przyspieszony kurs historii, pierwsze zadrapanie
Kończą się Rzymskie wakacje i czas zbierać się nad morze Tyrreńskie w okolicach Cassino. Niestety nie dane mi było pośmigać po Rzymie z moją lubą tak jak robiła to para bohaterów ze słynnego filmu. Może następnym razem?

Rodzinka autem, ja na Junaku, i tak bez przygód dotarliśmy do kolejnego upatrzonego kempingu www.baiadomizia.it Położony nad morzem niedaleko Cassino (45km) i Neapolu (85km) okazał się dobrym rozwiązaniem. Dodatkowo o tej porze roku świecił pustkami co dodawało mu uroku. Spacery po plaży...

... pluskanie wśród fal. Szkoda, że te wakacje takie krótkie.

Znacie powiedzenie "zobaczyć Neapol i umrzeć"? Nie ma się czego bać. Zobaczyliśmy i nic się nie stało. Brud nie do opisania, sławne zaułki to czynszówki z odpadającymi tynkami, gdzieniegdzie jakieś betonowe potwory architektoniczne, gdzieniegdzie zabytek i tyle. Fakt, że nocą rozświetlone domy na zboczach nad zatoką wyglądają pięknie. Ale jak sobie człowiek przypomni, że za dnia widać wokół stosy śmieci to już nie jest tak kolorowo.

architektoniczne monstrum w centrum miasta

ciekawy dom o szerokości 2 metrów

Zdjęć z Pompei nie mam bo lało (na szczęście z przerwami) tak, że nie chciało się wyciągać aparatu. Za to trochę filmowałem. Kto nie był, a będzie w okolicach może śmiało rezygnować z Neapolu, ale to miejsce koniecznie powinien zobaczyć. Gdy nasi przodkowie odziani w skóry strugali kołki na palisadę wokół Biskupina tu w piętrowych domach, przy brukowanych ulicach mieszkało kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Robi to wrażenie.
Dzień przed uroczystością na Monte Cassino pojechaliśmy popatrzeć i podumać na polu bitwy. Zazwyczaj jest tu pusto. Teraz dookoła setki harcerzy, grupy rekonstrukcyjne, turyści tacy jak my. Po południu był rozegrany bieg na 10km z metą na górze, z czego 7km to trasa pod górę od miejscowości Cassino. Bieg taki odbywa się cyklicznie, a trasa pod górę pokonywana jest raz na pięć lat. Niestety lało i prawie nikt nie dopingował biegaczy.

widok na klasztor ze wzgórza 593

grzmoty pod 575
Wieczorem na nasz kepming dotarla grupa poscigowa: Magda&Dakarek, Osa&Asceta, Krzych oraz Quba.
18 maja, w okrągłą 70 rocznicę zdobycia Monte Cassino całą ekipą uczestniczyliśmy we mszy odprawionej na cmentarzu, pogapiliśmy się na księcia Harrego, pogadaliśmy z kombatantami, a potem silną grupą powędrowaliśmy na pole bitwy.

silna grupa

Krzych wręcza znaczek Dzikiego Junaka kombatantowi
Weszliśmy na 593, zeszliśmy do gardzieli i przez Albanettę wróciliśmy do cmentarza. Po drodze zanudzałem wycieczkę opowieściami o przebiegu bitwy, charakterystycznych punktach i wzgórzach i co mi się tam jeszcze przypomniało. Pokazałem też kilka wybuchowych pamiątek. Przez sympatię dla mnie nie ziewali ;-) W szkole z historii miałem słabe 3, a raz nawet zdarzyła się 2, tymczasem tu przysłuchujący się ludzie mysleli, że jestem histotykiem lub przewodnikiem. Jakoś zbyt późno dorosłem do szkoły, ale lepiej późno niż wcale.

(fot. K54 >> galeria zdjęć wykonanych przez Krzycha)
Po uroczystościach i wspólnym zwiedzaniu pola bitwy Magda z Dakarkiem udają się na indywidualną wycieczkę po Włoszech.
W drodze powrotnej zagapiłem się przy wjeździe na dwupasmówkę i chcąc uniknąć uderzenia w auto, które zatrzymało się przede mną mimo, że z lewej droga była pusta aż po horyzont gwałtownie skręciłem hamując co zakończyło się upadkiem i drobnymi zarysowaniami błotnika. Przedostatniego dnia nieco te zadrapania poprawię, ale nie uprzedzajmy wypadków.
>> dzień 11
Kończą się Rzymskie wakacje i czas zbierać się nad morze Tyrreńskie w okolicach Cassino. Niestety nie dane mi było pośmigać po Rzymie z moją lubą tak jak robiła to para bohaterów ze słynnego filmu. Może następnym razem?

Rodzinka autem, ja na Junaku, i tak bez przygód dotarliśmy do kolejnego upatrzonego kempingu www.baiadomizia.it Położony nad morzem niedaleko Cassino (45km) i Neapolu (85km) okazał się dobrym rozwiązaniem. Dodatkowo o tej porze roku świecił pustkami co dodawało mu uroku. Spacery po plaży...

... pluskanie wśród fal. Szkoda, że te wakacje takie krótkie.

Znacie powiedzenie "zobaczyć Neapol i umrzeć"? Nie ma się czego bać. Zobaczyliśmy i nic się nie stało. Brud nie do opisania, sławne zaułki to czynszówki z odpadającymi tynkami, gdzieniegdzie jakieś betonowe potwory architektoniczne, gdzieniegdzie zabytek i tyle. Fakt, że nocą rozświetlone domy na zboczach nad zatoką wyglądają pięknie. Ale jak sobie człowiek przypomni, że za dnia widać wokół stosy śmieci to już nie jest tak kolorowo.

architektoniczne monstrum w centrum miasta

ciekawy dom o szerokości 2 metrów

Zdjęć z Pompei nie mam bo lało (na szczęście z przerwami) tak, że nie chciało się wyciągać aparatu. Za to trochę filmowałem. Kto nie był, a będzie w okolicach może śmiało rezygnować z Neapolu, ale to miejsce koniecznie powinien zobaczyć. Gdy nasi przodkowie odziani w skóry strugali kołki na palisadę wokół Biskupina tu w piętrowych domach, przy brukowanych ulicach mieszkało kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Robi to wrażenie.
Dzień przed uroczystością na Monte Cassino pojechaliśmy popatrzeć i podumać na polu bitwy. Zazwyczaj jest tu pusto. Teraz dookoła setki harcerzy, grupy rekonstrukcyjne, turyści tacy jak my. Po południu był rozegrany bieg na 10km z metą na górze, z czego 7km to trasa pod górę od miejscowości Cassino. Bieg taki odbywa się cyklicznie, a trasa pod górę pokonywana jest raz na pięć lat. Niestety lało i prawie nikt nie dopingował biegaczy.

widok na klasztor ze wzgórza 593

grzmoty pod 575
Wieczorem na nasz kepming dotarla grupa poscigowa: Magda&Dakarek, Osa&Asceta, Krzych oraz Quba.
18 maja, w okrągłą 70 rocznicę zdobycia Monte Cassino całą ekipą uczestniczyliśmy we mszy odprawionej na cmentarzu, pogapiliśmy się na księcia Harrego, pogadaliśmy z kombatantami, a potem silną grupą powędrowaliśmy na pole bitwy.

silna grupa

Krzych wręcza znaczek Dzikiego Junaka kombatantowi
Weszliśmy na 593, zeszliśmy do gardzieli i przez Albanettę wróciliśmy do cmentarza. Po drodze zanudzałem wycieczkę opowieściami o przebiegu bitwy, charakterystycznych punktach i wzgórzach i co mi się tam jeszcze przypomniało. Pokazałem też kilka wybuchowych pamiątek. Przez sympatię dla mnie nie ziewali ;-) W szkole z historii miałem słabe 3, a raz nawet zdarzyła się 2, tymczasem tu przysłuchujący się ludzie mysleli, że jestem histotykiem lub przewodnikiem. Jakoś zbyt późno dorosłem do szkoły, ale lepiej późno niż wcale.

(fot. K54 >> galeria zdjęć wykonanych przez Krzycha)
Po uroczystościach i wspólnym zwiedzaniu pola bitwy Magda z Dakarkiem udają się na indywidualną wycieczkę po Włoszech.
W drodze powrotnej zagapiłem się przy wjeździe na dwupasmówkę i chcąc uniknąć uderzenia w auto, które zatrzymało się przede mną mimo, że z lewej droga była pusta aż po horyzont gwałtownie skręciłem hamując co zakończyło się upadkiem i drobnymi zarysowaniami błotnika. Przedostatniego dnia nieco te zadrapania poprawię, ale nie uprzedzajmy wypadków.
>> dzień 11