dzień 16 - Francja

Sobota. Pobudka wcześnie. Po trosze z wrodzonej obowiązkowości, a po trosze z zimna. Kimałem w norce, a i tak chłód dobrał się do mnie. Musiałem nad ranem przykryć się kurtką.  
 
d15

Wyraźne ślady szronu. 
 
d15
 
Mamy winowajcę. Zmarzliśmy, bo nad ranem przyszedł przymrozek. Krzych przetrzymał w samym śpiworze. Twardziel. Jak tak dalej pójdzie i będzie się hartował w przyszłości równie intensywnie to ZUS będzie miał z nim kłopot.

Zmarzł nawet gaz w kartuszu. Woda gotuje się dwa razy dłużej. Szybkie śniadanie, rozgrzewka przy pakowaniu i o 7:40 w drogę.
 
d16

Po drodze kupujemy świeże bułeczki. Chwila na rozprostowanie zesztywniałych z chłodu członków naszej wycieczki i ich członków (chodzi o ręce i nogi).

Słońce jeszcze nisko nad horyzontem więc grzeje słabo. Przeciwdeszczówki są w takich przypadkach nieocenione.
 
d17

O Panie, jaki to jeszcze kawał tej Francji. Od biwaku do niemieckiej granicy 700 km. Warto tam dziś dotrzeć. Sprawdzam kolejny odcinek, a Olek negocjuje przedłużenie urlopu.
 
d16

Przerwa na posiłek regeneracyjny i chwilę słodkiego lenistwa po "obżarstwie". Jak przyjemnie :-)
 
d16
 
d16

Co tu atrakcyjnego wypatrzył Krzych? Może chodziło o klimat wystawy nieco przypominający witryny z lat naszego dzieciństwa? Tak czy tak niczego nie kupił.  
 
d16
 
No i udało się. Przejechaliśmy dziś nieco ponad 700 km. Jesteśmy gdzieś pod Miluzą. Do Niemiec trzydzieści kilometrów. Na Tom-Tomku wypatrzyłem spory las kilometr w bok od drogi. Odbijamy. Jedziemy chwilę wzdłuż ściany lasu. O jest leśna dróżka. Jeszcze tylko przepłoszyliśmy stado saren i polanka jest nasza. 
 
d16
 
Jutro postaramy się pokonać Niemcy, a na poniedziałek zostanie ostatni skok przez Polskę.

Pokonać Niemcy trzema motocyklami? Aż takimi pacyfistami to oni chyba nie są :-) Choć historia notuje podobne przypadki. Kiedyś czterech czołgistów oraz pies pokonało ich przy niewielkim wsparciu regularnych oddziałów Armii Czerwonej. Szło im jako tako, bo z drugiej strony współdziałała z nimi (choć nie wiedzieli wzajemnie o sobie) grupka sfrustrowanych żołnierzy amerykańskich pod dowództwem szeregowca Kelly'ego (chyba zdegradowanego z porucznika). Wśród tych dzielnych zuchów byli sierżant „Wielki Joe”, dowódca czołgów „Świrus”, „Hazardzista” i „Kowboj”. Wzięty do niewoli niemiecki oficer pod wpływem alko zdradził, że za linią frontu w banku znajduje się kilkanaście tysięcy sztabek złota. To zwabiło tych zuchwałych żołnierzy. I tak oni z jednej, a czterej pancerni z drugiej i pokonali Niemcy. Proste? Proste. To może i nam się uda?

Tak wesoło i prosto to tylko wygląda na filmie. My musimy przelecieć około 950 km. Ale tym będziemy się martwili dopiero jutro. Ustalamy godzinę pobudki na 5:30 i zagrzebujemy się w śpiworach. Cisza, szum drzew, jakiś krzyk nocnego zwierza...

<< dzień 15   dzień 17 >>