w krainie scyzoryków

Dojrzałe lato prowokuje do dojrzałych decyzji. Jacek przywrócił w swoim motocyklu pojemność silnika do zakładanych fabrycznych 350 ccm. Teraz trzeba te zmiany wypróbować w trasie. Zaproponowałem dwudniowy wypad w kieleckie. Atrakcją wyjazdu, oprócz jazdy i biwaczku w tysiącgwiazdkowym hotelu, będą zamki w Janowcu nad Wisłą i Krzyżtopór. Do tego Szydłowiec i kąpiel w Chańczy. Tyle planów. Co z tego wyniknie i tak jak zawsze wyjdzie w trasie.

Spotykamy się w Górze Kalwarii. Jacuś tylko nie szalej. Pamiętaj, że masz motocykl na dotarciu. Dziś mamy do przejechania około 200 kilometrów. Wytrzymaj i nie przekraczaj 75 km/h. Ruszamy. Wytrzymał kilkadziesiąt kilometrów. Przed Kozienicami wyprzedza mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Znam go. Jeżeli teraz przyspieszę jeszcze bardziej odkręci gaz. Trzeba chwilkę odczekać. Odchodzi na 300-400 metrów. Zaczynam pościg. Przy 90 km/h nasze prędkości wyrównują się. Chowam się za wyprzedzającą mnie osobówką korzystającą z pustej drogi i lecącą dość żwawo. Może nie widząc mnie Jacuś nie przyspieszy? Chytry plan powiódł się. Dopadam uciekiniera i wysuwam się na prowadzenie. Teraz powolutku zwalniam do umówionej prędkości właściwej dla docierania silnika. Taka sytuacja powtórzyła się jeszcze kilkakrotnie. Jacuś wie jak należy docierać silnik, ale nie umie się powstrzymać. Ech młodość :-)
 
w krainie scyzoryków

Na bocznych drogach w okolicach Janowca mój towarzysz podróży nieco odpuścił. Wspaniała pogoda, kręte drogi, piękne widoki... sam smak motocyklizmu. Pod zamek w Janowcu podjeżdża się brukowaną drogą wiodącą kilkaset metrów ostro w górę. To znakomity sprawdzian dla zawieszenia motocykla. Jackowa modyfikacja przedniego zawieszenia spisała się znakomicie. Kiedyś obiecywano nam, że będziemy mieli w Polsce drugą Japonię. Jacek zrobił w tym kierunku spory krok tworząc przednie zawieszenie Junaka jak w japońskich motocyklach.

Pod ruinami zamku Krzyżtopór dwie ciekawe rozmowy. W barze z lodami pracuje pani, która historię ma w małym palcu. Jedząc lody i pijąc kawę wysłuchaliśmy wykładu na temat historii tego miejsca i ludzi ją tworzących. To praktyczne zastosowanie idei "ucząc bawić, bawiąc uczyć ".

Na parkingu natknęliśmy się na grupę motocyklistów z Mińska Mazowieckiego. Dosiadali wielkich wyprawówek i kruzerów. Nie mogli uwierzyć, że naszymi motocyklami przyjechaliśmy aż z tak daleka. Wielce dziwowali się gdy zobaczyli błotnik mojego Junaka, a już w pełne osłupienie wprawiło ich oświadczenie, że dziś mamy zamiar nocować pod gołym niebem. Oni po tak długiej trasie zaplanowali wypoczynek w pobliskim pensjonacie.

Wpadamy na szybkie zakupy. Cebula, boczek, kiełbaska, pomidory zamienią się w ciepły posiłek na biwaku. Na parkingu Jacenty podszywając się pod zwolennika *** zagaduje pana i wciąga go w dyskusję o polityce i gospodarce. Kiedyś to kradli, teraz dają, kiedyś bida, teraz dobrze, kiedyś kłamali, teraz wszystko jawnie. Będzie o czym dyskutować przy ognisku. Dzięki temu, że nasze wybory są, można rzec, skrajnie różne, rozmowy o polityce są niezwykle inspirujące.

Robi się późno. Czas znaleźć miejsce na biwak. Z drogi wojewódzkiej skręcamy w boczną. Po 2-3 kilometrach wbijamy w żwirówkę prowadzącą w kierunku lasu. Żwirówka zmienia się w polną i dalej leśną drogę. Droga niknie wśród drzew i gęstych krzaków opadając dość stromo w podmokłym jarze. W samotnym gospodarstwie zasięgamy języka. Dzień dobry, czy jeżeli pojedziemy dalej tą drogą znajdziemy las nadający się do rozbicia biwaku? Tak, dalej będzie ładny las. A czy droga jest przejezdna? Tak, jechały tędy ostatnio quady. Ruszamy. Droga zmieniła się w dwie głębokie koleiny. Schodzi na dno jaru, którym płynie strumyk. Idziemy kawałek piechotą żeby ocenić możliwość przejazdu. Strumyk przepływa pod drogą betonowym przepustem, w którym zieje spora dziura. Damy radę? Cofnąć się nie można więc musimy zaryzykować. Jadę dnem prawej koleiny. Teraz krytyczny moment. Przy mijaniu dziury trzeba zachować szczególną ostrożność. Uff, udało się. Jacenty śmiga pewnie, tak jakby urodził się w tym lesie. Przez dwa kilometry intensywnie rozglądamy się w poszukiwaniu dogodnego miejsca na nocleg. Wreszcie jest. Z prawej strony las i łąka. Po 150 metrach za szczytem pagórka stop. To tu :-)

Gromadzimy patyki na ognisko zanim zrobi się całkiem ciemno. Jacek rozkłada namiot. Ja poprzestaję na rozłożeniu płachty. Na razie będzie pełniła funkcję stołu, a potem zamieni się w łóżko. Rozpalam niewielkie ognisko i przygotowuję ciepły posiłek. Smażona cebula z boczkiem i kiełbasą. Do tego bułki i po kubku gorącej herbaty. Dla chętnych piwko, a na deser bułeczka z masełkiem i dżemem przygotowanym przez moją żoneczkę. Pycha. Na horyzoncie pasmo gór Świętokrzyskich, na niebie gwiazdy, na twarzach uśmiechy :-)

Bieżąca polityka omówiona. Plan na zbliżające się wybory opracowany. Można pakować się do śpiworów. Przez dłuższą chwilę podziwiam rozgwieżdżone niebo. Jeszcze zaskrzeczał jakiś nocny ptak. Zaciągam kaptur śpiwora, domykam zamek. Cisza... 

w krainie scyzoryków

Niedzielny poranek wita nas słońcem. Nastawiam wodę. Śniadanie z takim widokiem dostępne jest tylko w tysiącgwiazdkowym hotelu. Chwila zadumy z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach... Kto zna Jacka może nie uwierzyć, ale klimat leniwego biwaku wpłynął nawet na niego. Milczy dobre trzy minuty :-)

Zwijamy graty. Motory odpalają od pierwszego kopnięcia. Ruszamy wąziutkimi, krętymi dróżkami. Wokół jak okiem sięgnąć sady śliwkowe. Okolice Szydłowa stoją śliwkami.

w krainie scyzoryków

Krótki spacer po Szydłowie.

w krainie scyzoryków

Chwila relaksu na rynku. Lody oczywiście śliwkowe.

w krainie scyzoryków

Kolejny punkt programu to zalew Chańcza. Na zaporze dostrzegamy cztery Junaki!!! Stop. Zaskoczenie jest obustronne. Chwila rozmowy z ekipą. O czym? A o czym można gadać z nowo poznanymi junakowcami? Pytanie czy nie boimy się podróżować bocznymi drogami w tych okolicach. Gdy wyciągnąłem z kieszeni scyzoryk uśmiechnęli się i w pełni nas zaakceptowali :-)

Ruszamy na plażę. Gorąco, ciepła woda. Krótka kąpiel i zaleganie na brzegu. Zagaduje nas jakiś nieznajomy. Ja was znam :-) Świat jest mały. Widział na YouTube nasze filmiki. Miła rozmowa. O czym? A o czym można gadać z nowo poznanym motocyklistą?

w krainie scyzoryków

Zbieramy się. Po drodze obiad w knajpie z widokiem na Święty Krzyż. Dalej przez Iłżę, Warkę do Góry Kalwarii. Tu się rozstajemy. Dwa dni pełne wrażeń. Sam smak :-)