wypadek

Kilka godzin wcześniej Izi wyjechał z Afganistanu. To była końcówka dwumiesięcznej wyprawy po Kirgistanie, Tadżykistanie i Afganistanie. Izi jechał znaną sobie, asfaltową drogą. Wydawało się, że wszystkie trudy podróży miał już za sobą. Jechał powoli. Nagle stracił panowanie nad motocyklem. Najprawdopodobniej przyczyną była gwałtowna utrata powietrza w przednim kole. Wpadł w niewielką dziurę w asfalcie i wywrócił się. Reanimację rozpoczęto natychmiast. Nie było jednak żadnych szans na uratowanie Iziego. Zmarł na miejscu. Nie wiadomo, co było bezpośrednią przyczyną śmierci.
Niech spoczywa w pokoju.
Sambor:
Kłóciliśmy się. Twierdziłem, że Kirgistan jest ładniejszy. Kręcił tylko głową i mówił, że Tadżykistan, a zwłaszcza ten kawałek od Iszkaszimu. Wczoraj przejechał tą drogą zaledwie 13 kilometrów. Trzy godziny wcześniej wyjechaliśmy z Afganistanu. Po tych afgańskich błotach, kamieniach, piachach i wodach cieszyliśmy się na spokojną jazdę do Biszkeku. - Będziemy za 3 dni. Nie Izi, nie będziemy... Na wielu granicach pytali: brat? Zaprzeczaliśmy, ale później przestaliśmy. Bo trochę byliśmy jak bracia. Trochę nadto beztroscy, trochę uśmiechem skrywający problemy. Nie potrafię pożegnać Cię Izi nie mówiąc o sobie, przepraszam. Już pierwszej nocy wylądowaliśmy razem w łóżku. Obudziłem się w domku numer 8 obok Ciebie mając założonego T-shirta zamiast spodenek. Okazało się, że najpierw sobie pogadaliśmy przy alko, a później grzecznie się przebrałem na urwanym filmie. Na szczęście nikt tego nie zauważył. Ale rano trochę się przestraszyłem.
Nie mogę pisać o Tobie poważnie, bo taki nie byłeś. Przepraszać nawet za to nie będę... Jakoś się zgadaliśmy w ubiegłym roku na kolejnych zawodowych zakrętach, że chcemy spróbować żyć ze swej pasji. Popracowaliśmy razem cały miesiąc. Czuję, że straciłem jednocześnie kumpla, partnera w biznesie, przyjaciela i trochę brata. Kłóciliśmy się często - jak to w rodzinie. Ale kochaliśmy się jak rodzeństwo, wspierając w trudnych chwilach. Podobno się uzupełnialiśmy. To znaczy, że ja się nie znałem na tym na czym on i vice versa. Był złym nauczycielem i marnym uczniem. Wszystko oczywiście z bezczelnym uśmieszkiem na twarzy. Tym za który go lubiliśmy, i dzięki któremu tak wiele wybaczaliśmy. Bo Izi był taki jak my. Pełen wad, których u nas nie brak. Z latami zmieniał się na lepsze. Czasem grubiańsko odezwał się na forum zakładając chyba, że wszyscy go znają i rozumieją jego żarty. Zyskiwał na każdym bliższym spotkaniu. Był Afrykańczykiem jeszcze zanim "wynaleźliśmy" to słowo. Jego stara czarna tablica WOM 3399 nadto o tym świadczy. I choć nie był pod każdym względem wzorem do naśladowania, chciałbym mieć jeszcze kiedykolwiek takiego kumpla.
Wiedziałem że coś takiego musi się wydarzyć. Pieprzona statystyka. Ale Ty byleś poza podejrzeniami - zawsze Ci się udawało. A przed dwoma laty przestało Ci się udawać - po prostu zacząłeś uważać, widać było ze masz nowy prąd i masz dla kogo żyć. Krysiu tak bardzo mi przykro...
Poprzedniego dnia ja jeździłem jego Afryka, a on siedział w nissanie. Tego ranka bolała mnie ręka. Zamieniliśmy się miejscami. Nie wiem Krysiu dlaczego on. Nikt nie wie. W niebie nie potrzebują mechaników. Wzięli go z jakiegoś innego powodu, robiąc paru osobom na Ziemi piekło.
Jechaliśmy dziś z Olą droga z Iszkaszimu do Kghorogu. Izi jechał za nami po raz ostatni ta swoja ulubiona droga. Jest naprawdę piękna. Po lewej stronie wzdłuż Piandzu zawieszone na skalach są ścieżki, które mieliśmy razem przejść. Kiedyś. Nie przejdziemy.
Gadaliśmy jakiś rok temu o Pakistanie i Hunzie. - Beze mnie, mam inne plany - odpowiedziałeś. Przykro mi Krysiu, ze nie uda się Wam ich zrealizować.
Nie pojeździliśmy wiele razem - jeden i drugi Afganistan, trochę włóczęg po Polsce. Pilnuj mnie Izi na zakrętach, a jeśli będziesz wiedział, że to mój ostatni, to poczekaj chwilę dalej. Pokłócimy się o to kto ma prowadzić ekipę.
Sambor
PS. Izi zginał wczoraj o 16.20 na 13 kilometrze drogi za Iszkaszimem w stronę Langaru. Nie jechał szybko. Droga była prosta, asfaltowa. Jakiś mostek, przed nim nieduża dziura w jezdni. Wszystko wskazuje, że stracił panowanie nad motocyklem z powodu gwałtownej utraty powietrza w przednim kole. Wpadł w tę dziurę i uderzył szyją w owiewkę. Reanimację rozpoczęto natychmiast. Nie było żadnych szans na jego uratowanie. Walczymy z Olą w Khorogu byście mogli pożegnać Iziego w Polsce. My żegnamy się z nim tu od wczoraj. Płaczemy i śmiejemy się na przemian przypominając sobie rożne z nim związane historie. Mam nadzieję, że wielu z Was będzie miało okazję zapalić świeczkę na 13 kilometrze drogi iszkaszimskiej. Tam naprawdę jest pięknie. Może miałeś rację kolego?
<< powrót Izi & Movistar Kamczatka >>