Heviz 2025

Nadeszły jesienne chłodne dni. Po niebie przetaczają się ciemne chmury, wiatr zrywa pożółkłe liście, przenikliwe mżawki osadzają się na szybie kasku od zewnątrz, a para z oddechu kondensuje się od wewnątrz. Brrr. Czas na doroczny wyjazd "do ciepłych wód". Od lat animatorem wyskoków do węgierskiego Heviz jest Hirek. Tak było i tego roku. Zadzwonił w połowie września z propozycją październikowego terminu. Olek i Jacek potwierdzili swój udział. Jak mawiali wspólnicy Egona Olsena klawo jak cholera. Mamy plan :-)


Heviz 2025

Na tydzień przed startem zarezerwowałem miejscówkę u Wodza w zakopiańskiej Stokrotce. Tradycja zobowiązuje. Niestety nachodzący z południowego zachodu front niosący opady deszczu, które w Zakopanem uzupełnione miały być śniegiem, zmusił nas do zmiany trasy. Pod Tatrami może być biało na drogach, a na dodatek nazajutrz ma padać do popołudnia. Zachodni wariant trasy z noclegiem w okolicy Żor daje szansę na koniec opadu przed południem. Z żalem odwołuję nocleg u Wodza i z radością rezerwuję pokoje w Cyprianówce. To klimatyczne miejsce odwiedziliśmy już w zeszłym roku. Mnie podobało się od zawsze, a moim towarzyszom też przypadło do gustu. Ramowy plan jest następujący. Startujemy we czwartek jak komu pasuje i spotykamy się wieczorem na wspólny obiad i nocleg w okolicy Żor. Dystans z Warszawy to około 350 km. W piątek 530 km przez Słowację do Heviz. W sobotę z rana kąpiel w jeziorku z leczniczą wodą zasilanym termalnymi źródłami, obiad u stóp zamku w pobliskim Sumeg i odskok w kierunku Polski trasą przez Czechy. Może dam radę namówić kolegów na pokonanie powrotnej trasy jednym skokiem? Byłoby to około 860 km, czyli nieco ponad 500 mi, co pozwoliłoby im zdobyć certyfikat "Żelaznego tyłka". Umawiamy się na 18 w restauracji Szeroka w Żorach. Będąc w okolicy koniecznie trzeba tu wpaść na małe lub większe, ale zawsze pyszne co nieco.

Jacek planował wyrwać się z fabryki przed południem. Umówiliśmy się o 11 w Górze Kalwarii pod stacją paliwową i McDonald'sem. To nasz stały punkt zborny. Piękna słoneczna pogoda. Złota polska jesień w pełnej krasie. Kilka minut po 11 słyszę i widzę motocykl. Sylwetka jeźdźca znajoma, ale cóż to za maszyna? Kilka zawadiackich zawijasów na zjeździe z dwupasmówki i po chwili widzę najpierw roześmiane oczy, a po podniesieniu przyłbicy roześmianą gębę. Carlos Santana powiedział kiedyś (a ma się czym pochwalić w tym względzie), że Twoje zmarszczki albo pokazują, że jesteś paskudny, pokręcony i zestarzały, albo że zawsze się uśmiechasz. My się uśmiechamy, szczególnie gdy wypada dzień w trasie motocyklowej. Po chwili wyjaśniła się tajemnica. 


Heviz