biwaczek nad Wkrą

Piątek, piąteczek, piątunio... Na Księżycu zostawiłem kiedyś śpiwór i matę, które teraz kuszą. Biwaczek? Na razie nie pada i jest dość ciepło. Uczciwe kilka stopni. Ze względu na panujący niż nic nie wskazuje żeby temperatura miała spaść. Tenże niż wskazuje natomiast, że może spaść deszcz. Nie jestem z cukru, deszcz to dodatkowa atrakcja. Krzych pożyczył mi tarpa i kawałek sznurka, do sakwy włożyłem butelkę kefiru i puszkę landrynek. Jako, że to piątek można zerwac się wcześniej z pracy. O siódmej ruszyłem w kierunku na Modlin. Do Łomianek było sucho, potem zaczęło lekko padać.

Nad Wkrę dotarłem około ósmej. 

biwaczek nad Wkrą


biwaczek nad Wkrą

Szybkie rozłożenie biwaku w padającym deszczu. Tarp z jednej strony przywiązany do motoru, a z drugiej do krzaczka i patyka wbitego w ziemię. Żeby w środku mieć komfortowe warunki na lusterku wieszam kask, na którym podparty jest tarp. Daje to 120 cm wysokości pod zadaszeniem (w najwyższym miejscu), więc swobodnie można siedzieć. 

biwaczek nad Wkrą

Szybko pod dach. Ściągam kurtkę. Połączenie namiotu z garażem daje sporo możliwości aranżacji wnętrza. Ociekająca wodą kurtka zawisa na dźwigni ssania. Okulary kładę na półeczce - pokrywa prądnicy. Kefir i puszka landrynek lądują na tłumiku, a podręczny nóż ma miejsce na bloku silnika koło cylindra. Porządek jak się patrzy. Pompuję matę i poduszkę, rozkładam śpiwór i w ciągu 10 minut przygotowania do noclegu są zakończone. Czas zdjąć buty, które trafiają pod motor pomiędzy blok silnika, a przednie koło. Tu im nie straszny deszcz. Mają już cztery lata i to pewnie będzie ich ostatni sezon, jednak mimo mocnego wyeksploatowania oparły się półgodzinnemu prysznicowi. Skarpety suche :-)

W lutym kupiłem porządne spodnie Rukka z Gore-tex'ową membraną za 250 złotych. Oczywiście używane. Na nowe w cenie 10x wyższej nie stać mnie psychicznie. Teraz miały pierwszy poważniejszy test. Z zewnątrz ociekają wodą, a w środku sucho. Test zaliczony. Na dłuższe dystanse w deszczu warto wkładać na wierzch strój przeciwdeszczowy żeby uniknąć z rana wciągania na grzbiet wilgotnych ciuchów. Jadąc na jedną noc niedaleko od domu można sobie pozwolić na nieco nonszalancji w ubiorze.

Zaszywam się w spiworze. Jednostajny szum deszczu, delikatny powiew wiatru na twarzy, twardy materac, kaptur śpiwora naciągnięty na głowę... śpi się idealnie.

Pobudka o piątej rano. Pada deszcz. Ciężko się zdecydować na opuszczenie ciepłego legowiska. O szóstej deszcz przestał padać. Zamiast niego siąpi lekki kapuśniaczek. Wydaje się, że lepszej pogody nie ma co oczekiwać. Zwijanie gratów, wilgotne portki i kurtka na plecy. Kilka ruchów i tarp trafia do wora, a wór na bagażnik. Można wracać. 

biwaczek nad Wkrą

biwaczek nad Wkrą

Bobry już po śniadaniu. Ja też podjadłem. Dwie landrynki i kefir dadzą siłę żeby dociągnąć do domu :-) Komu by się chciało jeść gdy siąpi deszczyk.

biwaczek nad Wkrą

Muszę namówić Kamratów na wspólny biwaczek w tym miejscu gdy zazieleni się trawa, a na drzewach pojawią się liście. Na przedwiośniu jakoś nie udało mi się wzbudzić w nich entuzjazmu.

Przywiązać sznurkiem podstawkę boczną (wczoraj pękła sprężyna), przelać gaźnik, kluczyk, kopnięcie i silnik zagulgotał radośnie. Po godzinie byłem w domu, a po dalszych 10 minutach wykąpany siedziłem na kanapie z kubkiem gorącej herbaty. Długo sobie nie posiedziałem, bo pies usiadł obok wywierając presję. Na nic zdały się tłumaczenia, że na dworze pogoda taka, że i psa by nie wygonił. Trzeba było isć na spacer.

Pierwszy wiosenny biwaczek w tym sezonie zaliczony. To jest coś, co tygrysy lubią najbardziej.