łyse konie i uparty jak osioł
Koniec sierpnia, czwartek, biuro na Księżycu. Dwie siwe głowy pochylają się nad ekranem komputera. Na ekranie mapa prognozowanych opadów na stronie meteo.pl
Patrz Krzychu, na piątek wykoncypowali deszcz na Mazowszu i bezdeszczowe Kaszuby, ale noc z piątku na sobotę ma być deszczowa na północy. Lubię jeździć w deszczu, ale gdy pada impreza przy ognisku i nocleg pod chmurką, szczególnie przy dość niskiej temperaturze nie są pociągające.
To co, odpuszczamy wyjazd na Kaszuby?
Niestety, na to wygląda :-(
Tak zakończyliśmy z Krzychem planowanie ostatniego weekendu sierpnia.
W piątek z rana ubierając się wyciągam z szafy dodatkowe skarpety, gatki, koszulkę i bieliznę termiczną. Poruszam się cicho jak kot żeby nie zbudzić żonki, ale po chwili czuję na plecach jej czujny wzrok. Lekko uniesione brwi to nieme pytanie:
Gdzie Cię znowu niesie? (to pytanie nie padło werbalnie, ale układ brwi jednoznacznie je wyrażał)
Idę z psem, potem do sklepu. Czy kupić coś specjalnego oprócz pieczywa i twarogu? No i tak się zastanawiam, może pojechałbym na jeden dzień na Kaszuby? Tylko na jeden kochanie. W sobotę wrócę.
Brwi opadają i układają się w dwa regularne łuki nie stykające się ze sobą. Dobrze, możesz jechać, pamiętaj tylko, że jesteśmy umówieni z rodzicami na obiad w niedzielę.
No pewnie, wracam wieczorem w sobotę. Obiad jest niezagrożony. (*)
Woreczek z przyborami do mycia jest zawsze gotowy. Dokładam do niego zmianę bielizny. Śpiwór i mata trafiają do nieprzemakalnego worka. Wszystko to upycham w sakwach i jestem gotowy. A co z wczorajszą rozmową przy komputerze? Zaraz zobaczycie. Lecę na Księżyc.
Krzychu rzućmy okiem na prognozę pogody? Może coś się zmieniło?
Wygląda na to, że około 14 otworzy się nad Warszawą okno pogodowe.
A na północy?
Tam też powinno przestać padać.
Masz może w biurze śpiwór?
Śpiwór? Mam w bagażniku spakowany wór. O której ruszamy?
Czternasta będzie ok.
I tak umawiając się, że nie jedziemy każdy z nas jeszcze nocą popatrzył w mapy pogody i nazajutrz przybył w pełni wyposażony na wyjazd. Nie musieliśmy tego uzgadniać, znamy się wszak jak łyse konie. Około trzynastej zagrzmiało i spadł rzęsisty deszcz, ale chwilę przed czternastą przestało padać. Okno pogodowe otwarte. Ruszamy. Za Łomiankami gwałtowny przeciąg zatrzasnął okno. Powiało, zrobiło się ciemno i lunęło. Zanim spadły pierwsze krople zwolniłem i zrównawszy się z Krzychem zasugerowałem wciągnięcie przeciwdeszczówek. Pytałem tylko dla formalności, bo z góry wiedziałem co ten uparty jak osioł koleżka odpowie. Woli zmoknąć niż stawać i ubierać się. Trudno, to i ja solidarnie zmoknę. Po chwili już nie było się nad czym zastanawiać. Zaczęło solidnie lać. Może strój wytrzyma? Jechaliśmy przez godzinę w deszczu, aż do Płońska. Tu deszcz skończył się, a w okolicy Sierpca pojawiło się nawet słońce. Rypin, Brodnica, Grudziądz, wbijamy na starą drogę gdańską. W restauracji "Pod krasnalem" wciągamy po rosole. Więcej nie podadzą, bo mają wesele. Dobre i to.
W Borzechowie wpadamy do knajpki K2. Smażone sielawy, frytki, sałatka... uff z głodnym możemy porozmawiać. Polecamy to miejsce. W między czasie nawiązujemy kontakt z Michałem. Jego brat mieszka w Borzechowie. Obaj wybierają się na spotkanie. Dwóch Kociewiaków, tyleż Mazowszan odpala w kierunku Kaszub. Jak to dobrze, że podłączyliśmy. Michał zna drogę i mimo ciemności i mgły bez problemu po niecalej godzinie meldujemy się na polanie oświetlonej blaskiem ogniska.



Patrz Krzychu, na piątek wykoncypowali deszcz na Mazowszu i bezdeszczowe Kaszuby, ale noc z piątku na sobotę ma być deszczowa na północy. Lubię jeździć w deszczu, ale gdy pada impreza przy ognisku i nocleg pod chmurką, szczególnie przy dość niskiej temperaturze nie są pociągające.
To co, odpuszczamy wyjazd na Kaszuby?
Niestety, na to wygląda :-(
Tak zakończyliśmy z Krzychem planowanie ostatniego weekendu sierpnia.
W piątek z rana ubierając się wyciągam z szafy dodatkowe skarpety, gatki, koszulkę i bieliznę termiczną. Poruszam się cicho jak kot żeby nie zbudzić żonki, ale po chwili czuję na plecach jej czujny wzrok. Lekko uniesione brwi to nieme pytanie:
Gdzie Cię znowu niesie? (to pytanie nie padło werbalnie, ale układ brwi jednoznacznie je wyrażał)
Idę z psem, potem do sklepu. Czy kupić coś specjalnego oprócz pieczywa i twarogu? No i tak się zastanawiam, może pojechałbym na jeden dzień na Kaszuby? Tylko na jeden kochanie. W sobotę wrócę.
Brwi opadają i układają się w dwa regularne łuki nie stykające się ze sobą. Dobrze, możesz jechać, pamiętaj tylko, że jesteśmy umówieni z rodzicami na obiad w niedzielę.
No pewnie, wracam wieczorem w sobotę. Obiad jest niezagrożony. (*)
Woreczek z przyborami do mycia jest zawsze gotowy. Dokładam do niego zmianę bielizny. Śpiwór i mata trafiają do nieprzemakalnego worka. Wszystko to upycham w sakwach i jestem gotowy. A co z wczorajszą rozmową przy komputerze? Zaraz zobaczycie. Lecę na Księżyc.
Krzychu rzućmy okiem na prognozę pogody? Może coś się zmieniło?
Wygląda na to, że około 14 otworzy się nad Warszawą okno pogodowe.
A na północy?
Tam też powinno przestać padać.
Masz może w biurze śpiwór?
Śpiwór? Mam w bagażniku spakowany wór. O której ruszamy?
Czternasta będzie ok.
I tak umawiając się, że nie jedziemy każdy z nas jeszcze nocą popatrzył w mapy pogody i nazajutrz przybył w pełni wyposażony na wyjazd. Nie musieliśmy tego uzgadniać, znamy się wszak jak łyse konie. Około trzynastej zagrzmiało i spadł rzęsisty deszcz, ale chwilę przed czternastą przestało padać. Okno pogodowe otwarte. Ruszamy. Za Łomiankami gwałtowny przeciąg zatrzasnął okno. Powiało, zrobiło się ciemno i lunęło. Zanim spadły pierwsze krople zwolniłem i zrównawszy się z Krzychem zasugerowałem wciągnięcie przeciwdeszczówek. Pytałem tylko dla formalności, bo z góry wiedziałem co ten uparty jak osioł koleżka odpowie. Woli zmoknąć niż stawać i ubierać się. Trudno, to i ja solidarnie zmoknę. Po chwili już nie było się nad czym zastanawiać. Zaczęło solidnie lać. Może strój wytrzyma? Jechaliśmy przez godzinę w deszczu, aż do Płońska. Tu deszcz skończył się, a w okolicy Sierpca pojawiło się nawet słońce. Rypin, Brodnica, Grudziądz, wbijamy na starą drogę gdańską. W restauracji "Pod krasnalem" wciągamy po rosole. Więcej nie podadzą, bo mają wesele. Dobre i to.
W Borzechowie wpadamy do knajpki K2. Smażone sielawy, frytki, sałatka... uff z głodnym możemy porozmawiać. Polecamy to miejsce. W między czasie nawiązujemy kontakt z Michałem. Jego brat mieszka w Borzechowie. Obaj wybierają się na spotkanie. Dwóch Kociewiaków, tyleż Mazowszan odpala w kierunku Kaszub. Jak to dobrze, że podłączyliśmy. Michał zna drogę i mimo ciemności i mgły bez problemu po niecalej godzinie meldujemy się na polanie oświetlonej blaskiem ogniska.


