biwaczek pod Poznaniem

We czwartek 16 stycznia piękna słoneczna pogoda i małych kilka stopni na plusie. W piątek od rana mam pracować pod Poznaniem. Co też zapowiadają na noc i jutro? W nocy lekki mróz, ale bez syberyjskich ekstremów (małych kilka stopni na minusie), a jutro znowu słońce i lekki plus. Słowem warunki do jazdy motocyklem całkiem niezłe. A może biwaczek jako dodatkowa premia?

Kończę pracę o 15. Szybkie pakowanie. To torby trafia norka, materac i na wszelki wypadek nie jeden, a dwa śpiwory. Jeszcze naciągnąć łańcuch, sprawdzić olej i o 16 odpalam w kierunku Poznania. Jako dzisiejszy cel wybieram Wielkopolski Park Narodowy. Na satelicie wypatrzyłem parking leśny. Dziś w nocy nie powinno tam być tłumu turystów.

styczniowy biwak

Wiem, że to pójście na łatwiznę, ale do Konina polecę A2. Stamtąd odbiję na boczne drogi. Przebijam się przez popołudniowy zagęszczony ruch samochodowy, by po kilkunastu minutach wpaść na ekspresówkę, która wyprowadza na A2 w kierunku Poznania. Pierwsza godzina i pierwszych 85 kilometrów za mną. Robi się chłodno. Czas na założenie stroju budowlanego i rękawic przeciwdeszczowych. Zjeżdżam na cepeen. Ale co to? Po ujęciu gazu silnik dławi się i przerywa. Gaz do oporu. Teraz pracuje ok. Mało gazu i znowu przerywa. Rzut oka na gaźnik. Spod zatapiacza fontanna paliwa. Najprawdopodobniej urwał się pływak. Przy pełnym ogniu na autostradzie tego się nie czuje, bo silnik jakoś sobie radzi z nadmiarem, ale na wolnych obrotach zalewa się.

styczniowy biwak

Sięgam do lewego piórnika. Tam mam klucze. 14'tka i po kilku sekundach potwierdzenie diagnozy. Zawias pływaka pękł. No nic takiego, w sakwie mam zapasową komorę gaźnika z pływakiem. Jest ona wyregulowana, tak więc wystarczy zamiana i po kłopocie. Próba odpalenia. Gra i buczy :-)

styczniowy biwak

Może wstąpić na kawę? Nie, to niedobry pomysł. Jeszcze za wcześnie. I tak po drodze będę musiał stanąć żeby dobrać paliwa. Wciągam na grzbiet dodatkowe ciuchy chroniące od wiatru i w drogę. Jedzie sie dobrze. Prędkość 90-95km/h to na autostradzie niezbyt wiele, ale na tyle dużo żeby trzeba było wyprzedzać ciężarówki. To jakaś atrakcja. Trzeba dobrze sprawdzić czy z tyłu nie nadlatuje osobówka przekraczająca barierę dźwięku, dodać jeszcze gazu, upewnić się czy jeszcze nic się nie pojawiło i kita. Stary dobry sposób. Najpierw półtora metra od naczepy - tu podciśnienie najlepiej ciągnie. Tuż przed kabiną kleję się prawie dotykając budy i wyskakuję do przodu mając na liczniku nieco ponad 100km/h. Odskakuję 20-30 metrów i nieco zwalniam.

Na wysokości Konina spadam w bok. Polecę przez Jarocin. Jarocin? Tu mieszka Królikroger, a ja mam dla niego znaczek w nagrodę za sponsorowanie listy. Zjazd na Orlen. Dzwonię. Jest na treningu i za pół godziny będzie w domu. Do Jarocina mam 40km. Tankuję, piję ciepłą kawę (szkoda, ze nie jest fest gorąca) i lecę.

Co za przyjęcie. Królikowa przygotowuje jajecznicę. Pijemy gorąca herbatę, jemy kolację i gadamy. Namawiają mnie na nocleg. Kusząca propozycja, ale wizja biwaku przeważa. Po tankowaniu miałem kłopot z odpaleniem. Gdzieś zgubiła się kompresja. Przed startem sprawdzam luz na zaworach. Wydechowy lekko podparty. Poprawiam. Jeszcze mycie rąk, serdeczne pożegnanie, odskrobanie szronu z kanapy i w drogę. Po godzinie ląduje na upatrzonym parkingu leśnym.

Rozłożenie norki to kilka minut. Kolację już jadłem. Nie ma co tracić czasu. Zawijam się w śpiwory, zaciągam suwak norki. Jeszcze chwilę podziwiam rozgwieżdżone niebo słuchając pohukiwania sowy i odpływam.

Rano lekki szron. Graty do torby i w drogę. Kilkanaście kilometrów do pracy. Droga śliska. Na kilku winklach lekko rzuca tyłem.

W pracy klawo, a to za sprawą ludzi. Pan K, z którym działam właśnie niedawno zrobił samodzielny lot po kilu lotniskach. W oczach i głosie czuć pasję. Napotkany na korytarzu duży gość pogratulował mi junaka i okazał się motocyklistą. Właśnie wrócił z wyprawy do Maroka. Mamy wspólne tematy. Kolejny pasjonat śmiga na rowerze. Takie klimaty lubię :-)

styczniowy biwak

Powrót starą trasą do Konina, a stamtąd A2. Trochę wystraszyłem się śliskiej nawierzchni. Na autostradzie liczyłem, że duży ruch suszy drogę, a w razie draki służby działają. 330 km powrotnej drogi z jednym przystankiem na tankowanie. Strój budowlany chronił dobrze. Nawet nie bardzo zmarzłem. To niewielka cena za dwa dni w siodle i biwak w lesie. Sam smak motocyklizmu.