wiosenne Włochy
przed wyjazdem
już niedługo, a nie mówiłem? przygotowania
Nasza korespondencja z Jackiem na kilka dni przed wyjazdem:
[PC] Podejrzewam, że padło mi dynamo. Przejechało 36000km. Daje normalnie napięcie bez obciążenia, przy obciążeniu napięcie siada do 9-10V. Sprawdzałem z 3 regulatorami. Dziś jeszcze siedzę w warsztacie. Chyba na próbę zmienię dynamo.
[JT] Spróbuj od akumulatora. To najczęstsze problemy ze spadaniem napięcia.
[PC] Ten sam objaw mam na regulatorze z japońskiego motocykla nie wymagającego współpracy z akumulatorem. Sprawdzę jednak i wymienię akumulator na inny.
[JT] Sprawdź akumulator, najpierw od tego zacznij. A jak z dynamem? Masz drugie czy trzeba coś robić na szybko?
[PC] To najprawdopodobniej wina akumulatora. Trochę się zaplątałem zmieniając za dużo elementów, w tym dwa razy dynamo i z 10 razy regulatory i trzy razy akumulatory, ale w efekcie powróciłem do mojego dynama i jego regulatora, a zmieniłem akumulator. Myję ręce jadę do domu. Zobaczymy jak sprawa rozwinie się w drodze. Ten akumulator wytrzymał niecały rok, bo jak pamiętasz zmieniałem go na powrocie z Monte Cassino. Kurczę, a może to była Normandia? Muszę odpocząć.
[JT] A nie mówiłem? te akumulatory wytrzymują ok rok czy jeździ, czy stoi na ładowarce. Kup Moretti. Te co mam są bardzo dobre. Mój ma już 3 lata i działa. Pamiętaj o łańcuchu!!!
[JT] Ja już mam Hondę w domu. Od jutra się pakuję. Bo to już, prawie już jedziemy mój siwy przyjacielu 😍 Piotruś czy to już jutro czy po jutrze, ale już niebawem wiatr zawieje w twarz, słońce wyłoni się z za pagórka i będziemy podróżować na południe. Rozbijemy namiot otworzymy puszkę z marynowanymi marzeniami i będziemy całe dnie w siodle 😍 Zrobiłem dziś stówkę. Nowe opony, drobny przegląd i motocykl trzyma się drogi jak nigdy, znów jest w życiowej formie.
[PC] Weź kawę taką jaką lubisz, kubek, łyżkę, scyzoryk, menażkę
[JT] O widzisz o tym nie pomyślałem. Pakujemy się, bo to już jutro, Piotruniu już jutro😍
Basia pomaga ojcu w pakowaniu 
mój bagaż
23.04.2025 środa
(475 km) start z Księżyca, szybki przelot, w gościnie u Oksany
Większość startów w dalekie trasy wykonuję z Księżyca. Tak było i tym razem. Jacek z rana rzucił się w wir prac swojego warsztatu. Jeszcze to, jeszcze tamto, jeszcze... Na szczęście Żwir powoli dorasta i można mu pozostawić nadzór nad niesforną załogą. Zapakowana Honda czeka pod domem. Jeszcze do Józefowa do kantoru i dzida na Księżyc.
Kręciłem się po Księżycu od rana. Kilka lat temu przed wyjazdem robiłem zazwyczaj poszerzony serwis. Tym razem naciągnąłem łańcuch, sprawdziłem olej, nalałem do litrowej flaszki 0,6 litra oleju na dolewki, dopompowałem koła i to było wszystko. Jacek sugerował wymianę łańcucha, ale puściłem to gadanie mimo uszu. Na szczęście żeby nie marudził wrzuciłem na dno sakwy zapasowy. Jak się miało okazać za kilka dni, po raz kolejny Jacenty mógł pomarudzić i wygłosić z uśmiechem "a nie mówiłem?". Jeszcze przed startem tak gaworzył przy okazji problemów z ładowaniem, za dwa dni będzie czas na "a nie mówiłem?" przy łańcuchu.
Jeszcze kilka lat temu ruszając w dłuższą trasę czułem spore emocje i lekko ściśnięty żołądek. Moja babcia określała to jako "Rajzefiber" (od niemieckiego "Reisefieber") czyli stan poddenerwowania, lęku lub napięcia przed podróżą. Chyba mocno się zestarzałem, bo teraz próżno szukać takich objawów. Czy mam pojechać do domu, nad morze czy w trasę liczącą parę tysięcy kilometrów siadam i dzida. Trochę szkoda. A może zwiększać dawki jak w przypadku środków odurzających? Trzeba będzie spróbować.
Serdeczne pożegnanie z Krzychem, Canaletto i Muzykiem. Odpalamy i ruszamy ku przygodzie!
Na nocleg umówieni jesteśmy w okolicach Kłodzka z Oksaną. Oksanę i Marka poznaliśmy z Krzychem w Kirgistanie. Choć spędziliśmy razem tylko jeden wieczór, ale wrażenie i opowieści pozostały w pamięci do dziś. Oksana to zapalona motocyklistka. Od kilku lat nie schodzi z siodła. Penetruje zarówno okolice domu jak i egzotyczne miejsca. Wietnam, Laos, Himalaje... i to zazwyczaj takimi dróżkami, że najwytrwalsze jaki dostają zadyszki.
Oksana
Oksana w Himalajach
Wystarczył jeden telefon po siedmiu latach i pędzimy na spotkanie. Przed nami 450 km. W momencie startu z Księżyca jest godzina14. Powinniśmy być u celu niezbyt późno, tak żeby był czas na pogadanie i kolację, na którą jesteśmy zaproszeni. Trzeba poganiać motory. Na długich prostych oczywiście mój jest wolniejszy. Jacenty po niemiłych przygodach ze śliskimi węgierskimi drogami i kilkuletnimi oponami ślizgającymi się na zakrętach i przy dodawaniu gazu, tym razem ma spokój. Opony zmienione tuż przed wyjazdem znakomicie trzymają się drogi. Uśmiech jeźdźca mówi wszystko :-) Zgodnie z wypracowaną rutyną jadę pierwszy i nadaję tempo. Staram się jechać równo 95-100 km/h.
Przed startem króciutkie opracowanie taktyki. Jacek pyta ile mamy? 450 kilometrów. Dzielimy na 3? Ok. No i wszystko jasne. Po kilku wspólnych wyjazdach nie trzeba dużo gadać. Jedno tankowanie, postój na obiad, jeszcze jedno tankowanie. Tyle jeżeli chodzi o plan. Proste?
Przy okazji drugiego tankowania Jacek postanowił kupić wino, żebyśmy z pustymi rękoma nie wpadli na kolację. Jak to na nowoczesnych dużych stacjach wina zajmują cały regał. Co tu wybrać? Niespodziewanie znalazła się pomoc. Pracownik robiący hot-dogi i nalewający kawę, wyglądający na emeryta dorabiającego na stacji okazał się nie tylko znawcą win, ale też miłośnikiem Włoch, ze szczególnym naciskiem na Toskanię i tereny na południe od niej, gdzie spędził wiele czasu. Wino weźcie to, a we Włoszech koniecznie musicie odwiedzić Orivieto i Orte. Niestety to nieco za bardzo na południe w stosunku do naszej tegorocznej trasy, ale kto wie, może przy kolejnej okazji damy radę? Może było sporo prawdy w reklamach pokazujących emerytów pod palmami? Ten nie wyglądał na to żeby najdłuższa wyprawa w jego emeryckim życiu wiodła do Lichenia lub Świętej Lipki.
Gdy pakowaliśmy flaszkę podszedł do nas pan, jak się okazało również emeryt. Kolejne zaskoczenie. Choć już od kilku lat obciąża ZUS pobierając emeryturę cały czas śmiga dużym motorem, do czego namówił też zięcia, rodowitego Włocha. Kika razy w roku odwiedza córkę i zięcia na Sycylii. Zamiłowanie do bycia w trasie pozostało mu z czasów pracy, kiedy to nakręcił jako kierowca TIR ponad 5.000.000 km.
Jeden postój i dwa spotkania z aktywnymi emerytami zakochanymi we Włoszech. Tak żeśmy szczęśliwie trafili, czy to już norma w Polsce?
Telefon do Oksany. Jesteśmy przed Wrocławiem. Szacuję czas przylotu na 21. Lecimy, do zobaczenia. Zasadnicza część trasy po szerokim (ekspresowa 8'ka), końcówka w ostatnich promieniach zachodzącego słońca krętymi dróżkami. Przepięknie!!! Już po zmroku zbliżamy się do ukrytego pomiędzy wzgórzami maleńkiego Marcinowa i o 21:04 ściskamy Oksanę. Ostrożnie! Gospodyni kuśtyka o kulach. Jesienią miała kontuzję kolana. Oczywiście to przygoda motocyklowa. NFZ robił co mógł i już po kilku miesiącach wyznaczyli termin operacji, która była zrobiona 3 tygodnie temu. Twarda zawodniczka ostro walczy żeby znowu siąść na motor. Ćwiczenia, basen, rower robią swoje. Najbliższe wakacje nie będą zmarnowane. Forma wraca. Pierwszego maja mamy rozpoczęcie sezonu w Kłodzku. Pomyślałam, że pojadę motocyklem. To chyba jeszcze będzie za wcześnie. Odpuść sobie. No właśnie, nie byłoby to rozsądne. Chyba odpuszczę. I Ona i ja wiemy, że to co mówimy jest słuszne, ale również wiemy, że... Przyszłość pokaże co zwyciężyło. Rozsądek czy miłość do wolności?
Pyszna kolacja, opowieści o ostatnich kilku latach i zrobiło się późno. Jeszcze Jacek próbuje ożywić zdjętą ze ściany gitarę. To wspomnienia z młodości. Ojciec Oksany był muzykiem. Tę gitarę kupił kilkunastoletniej córce. Wybrał najlepszą jaką można było dostać. Zabrała ją z Kamczatki do Polski. Teraz wisi nieużywana od wielu lat więc po kilku akordach traci strój. O której wstajecie? Koło siódmej? Zrobię wam rano jajecznicę. Tu są ręczniki, tu pościel. Drzwi od łazienki nie zamykajcie żeby kot mógł się do niej dostać w nocy. Dobranoc!
u Oksany na scianie wisi motto na moto
Oksana w wolnych chwilach chwyta za dłuto
24.04.2025 czwartek
(375 km) deszcz, chłód, wiatr, české dálnice, deutsche Autobahnen und Nebenstraßen, Übernachtung beim Bauern, der Geruch von Kühen
Miękkie tup, tup, tup... niebieski kot rosyjski przechadza się po mnie. Jeszcze śnię? Niebieski kot? Pobudka. To pupil Oksany. Ma swoje stałe ścieżki, a jedna z nich wiedzie przez kanapę w salonie, na której spałem. Czas wstawać. Puk, puk, puk... Oksana schodzi z góry asekurując się kulą. Po chwili na stole pojawiają się parujące kubki z herbatą i kawą oraz pyszna jajecznica. Taki początek dnia to marzenie. Po śniadaniu oglądamy posiadłość. Dom powstał najpierw w głowie Oksany. Architekt przeniósł go na papier (teraz to powinno się mówić "na komputer") i uzyskawszy zgodę autorki włączył do katalogu projektów. Zgadniecie jak się ten projekt nazywa? Gospodyni wypuszcza psy. To charty, rzecz jasna rosyjskie.
Przyjedźcie kiedyś do mnie na weekend. Spać jest gdzie. Można też postawić namioty. Pokażę wam świetne drogi i dróżki. Lasy, góry, polany, asfalt, szuter... Wpadniecie? Czy to się uda? Zobaczymy. Byłoby wspaniale.
Czas się zbierać. Jeszcze herbata do termosu, graty na bagażnik i jesteśmy gotowi. Rzucam przypadkowo okiem na buty, które mam na nogach. Nówki sztuki Sidi Adventure. Chciałoby się takie mieć. Moje mają już kilka lat i byłby najwyższy czas na zmianę. Jacenty, nie pomyliłeś butów? Mój towarzysz wskoczył w buty stające bliżej drzwi. Model i numer ten sam. Wyskakuj z butów! Ostatnie myśli, pożegnania, uściski, życzenia dobrej drogi i ruszamy.
W Kłodzku wpadamy na krajową ósemkę. Ruch spory. Wiele ciężarówek. Trudno je wyprzedzać, zresztą niewiele by to dało, bo za kilkaset metrów sunie następna. Pierwsze krople deszczu. To sygnał, że trzeba natychmiast stanąć i wciągnąć strój przeciwdeszczowy. Gdy spóźni się z decyzją o 2-3 minuty ciuchy zdążą zmoknąć i założenie przeciwdeszczówki niewiele da. Zdążyliśmy w ostatniej chwili. Jak się potem okazało deszcz towarzyszył nam do końca dnia i to nie było jego ostatnie słowo.
Deszcz, pełne pokrycie nieba chmurami i silny wiatr sprawiają, że odczuwalna temperatura jest dość niska. Naraz robi mi się gorąco. Podczas manewrowania w korku chciałem nacisnąć na klamkę sprzęgła ale moja dłoń trafiła w pustkę.