Dzień drugi poniedziałek 5 września 2022
Rano pobudka, gimnastyka w postaci składania namiotów i zapakowania całego naszego dobytku do busa. Jerry jest mianowany na kierownika magazynu, on wie jak zapakować całość, tak żeby następnym razem szybko się rozpakować. Szybka kawa, strzelamy z klamki i tyle nas Rumuni widzieli.
Już parę razy jechaliśmy przez Austrię, ale tylko autostradami. Teraz jadąc nacionalnymi drogami odkrywamy piękno tego kraju. Zadbane miasteczka i wsie, drogi równiutkie, trawniki przykoszone.


Dziewczyny bardzo dbały o nas
Trasa przebiega bez przeszkód do chwili natrafienia na większe miasto. Villach kojarzy się każdemu ze sportami zimowymi, no jasne przecież to Tyrol. Przed nami wysoookie góry, ale za czym opuścimy miasto to Arek wraz z Kamykiem zostają chwilę z tyłu i się gubią. Parę telefonów i wszystko wiadomo.

Gdzieś w Austrii
Nasza grupa, czyli ja, Piotr i Bogi wraz z autem serwisowym wspinamy się pod przejście graniczne między Austrią i Słowenią, a jest co robić, podjazd parę kilometrów, góra w niektórych miejscach ma nachylenie 18 %. Rzadko kiedy można jechać taką drogą. Ja w połowie zapinam jedynkę.

Po paru kilometrach karkołomnych zakrętasów mijamy granicę. Tutaj na parkingu czekamy na Arka z Kamykiem. Dotarcie do nas zajmuje im parę dobrych minut. Po odpoczynku ruszamy w dalszą drogę.
Jeszcze parę kilometrów zjazdu w kierunku Kranjska Gora i już widzimy nasz następny Kemping. Malowniczo położony w dolinie między bardzo wysokimi górami w miejscowości Dovje. Wszystkie czynności z poprzedniego dnia muszą być zachowane. Po pierwsze, i przede wszystkim, spanie, potem inne czynności, czyli kąpiele, jedzenie no i piwo.

W Słowenii
Ktoś chrapie..
<< dzień pierwszy dzień trzeci >>
Już parę razy jechaliśmy przez Austrię, ale tylko autostradami. Teraz jadąc nacionalnymi drogami odkrywamy piękno tego kraju. Zadbane miasteczka i wsie, drogi równiutkie, trawniki przykoszone.


Dziewczyny bardzo dbały o nas
Trasa przebiega bez przeszkód do chwili natrafienia na większe miasto. Villach kojarzy się każdemu ze sportami zimowymi, no jasne przecież to Tyrol. Przed nami wysoookie góry, ale za czym opuścimy miasto to Arek wraz z Kamykiem zostają chwilę z tyłu i się gubią. Parę telefonów i wszystko wiadomo.

Gdzieś w Austrii
Nasza grupa, czyli ja, Piotr i Bogi wraz z autem serwisowym wspinamy się pod przejście graniczne między Austrią i Słowenią, a jest co robić, podjazd parę kilometrów, góra w niektórych miejscach ma nachylenie 18 %. Rzadko kiedy można jechać taką drogą. Ja w połowie zapinam jedynkę.

Po paru kilometrach karkołomnych zakrętasów mijamy granicę. Tutaj na parkingu czekamy na Arka z Kamykiem. Dotarcie do nas zajmuje im parę dobrych minut. Po odpoczynku ruszamy w dalszą drogę.
Jeszcze parę kilometrów zjazdu w kierunku Kranjska Gora i już widzimy nasz następny Kemping. Malowniczo położony w dolinie między bardzo wysokimi górami w miejscowości Dovje. Wszystkie czynności z poprzedniego dnia muszą być zachowane. Po pierwsze, i przede wszystkim, spanie, potem inne czynności, czyli kąpiele, jedzenie no i piwo.

W Słowenii
Ktoś chrapie..
<< dzień pierwszy dzień trzeci >>