Błękitna Wstęga Wigier
Taka korespondencja pojawiła się na stronie Dzikiego Junaka:
piątek 2 września
>> Jakby któś gdzieś po okolicy się szwendał to
>> Quba spada nad Wigry na regaty.
>> Na razie plan jest taki, że po robocie ruszamy z PiotrCusiem w stronę
>> Wigier, jutro na wieczór wracamy
>> K54
sobota 3 września
Witka. I plan był baaardzo dobry :-)))) Pogoda miodzio, co prawda po zachodzie słoneczka to się dobrze rześko zrobiło, ale zachód w drodze ...., cóś pięknego .... Uratowaliśmy Qubę przed kosmitami, przedyskutowaliśmy karmienie kur i żyraf krowim mlekiem oraz "kotletami" sojowymi, a także poruszyliśmy wiele wątków pobocznych. Oczywiście wszystko w atmosferze ciepełka płynącego z ogniska i pieśni z sąsiedniego peteteku :-) Parafrazując " ...niebo gwiaździste nad nami i tyle dróg przed nami ..." Powrót wczorajszy to jak zwykle z PiotrCusiem, ino "Mig Mig" i już byliśmy na Księżycu, a wracaliśmy jakoś tak kierując się na PiotrCusiowego giepeesa. Znaczy nie do końca było na skróty, ale posiłek na tynieckim rynku palce lyzać :-))) I kolejne jakieś 650 km na budziku :-)
Pozdr K54
poniedziałek 5 września
No to fajnie. Po zajęciu trzeciego mniejsca w kategorii "jacht kabinowy" szybciutko spakowałem się i w strugach deszczu skierowałem sie w stronę domu. Całe 300 km jechałem w mniejszym lub większym deszczu. W Pułtusku wjechałem w burzę z latającymi gałęziami i kroplami wielkości gołębi. Jak wjechałem do Warszawy to miałem wrażenie że przed chwilą coś wybuchło. Drzewa na Wisłostradzie, powodzie. :-) Fajnie.
A najlepsze jest to, że dzięki kombinezonowi od mojej Karolci nie zmokłem ani ciuteńko. Nawet miałem frajdę mokrość oglądając jak w telewizorze :-)
Kuba
Piątkowe popołudnie na warszawskich ulicach to ciągła walka. Kto kogo wyprzedzi, kto komu pogrozi, kto wyrwie się z gąszczu dżungli. Nagroda czeka na szosie za miastem :-)
piątek 2 września
>> Jakby któś gdzieś po okolicy się szwendał to
>> Quba spada nad Wigry na regaty.
>> Na razie plan jest taki, że po robocie ruszamy z PiotrCusiem w stronę
>> Wigier, jutro na wieczór wracamy
>> K54
sobota 3 września
Witka. I plan był baaardzo dobry :-)))) Pogoda miodzio, co prawda po zachodzie słoneczka to się dobrze rześko zrobiło, ale zachód w drodze ...., cóś pięknego .... Uratowaliśmy Qubę przed kosmitami, przedyskutowaliśmy karmienie kur i żyraf krowim mlekiem oraz "kotletami" sojowymi, a także poruszyliśmy wiele wątków pobocznych. Oczywiście wszystko w atmosferze ciepełka płynącego z ogniska i pieśni z sąsiedniego peteteku :-) Parafrazując " ...niebo gwiaździste nad nami i tyle dróg przed nami ..." Powrót wczorajszy to jak zwykle z PiotrCusiem, ino "Mig Mig" i już byliśmy na Księżycu, a wracaliśmy jakoś tak kierując się na PiotrCusiowego giepeesa. Znaczy nie do końca było na skróty, ale posiłek na tynieckim rynku palce lyzać :-))) I kolejne jakieś 650 km na budziku :-)
Pozdr K54
poniedziałek 5 września
No to fajnie. Po zajęciu trzeciego mniejsca w kategorii "jacht kabinowy" szybciutko spakowałem się i w strugach deszczu skierowałem sie w stronę domu. Całe 300 km jechałem w mniejszym lub większym deszczu. W Pułtusku wjechałem w burzę z latającymi gałęziami i kroplami wielkości gołębi. Jak wjechałem do Warszawy to miałem wrażenie że przed chwilą coś wybuchło. Drzewa na Wisłostradzie, powodzie. :-) Fajnie.
A najlepsze jest to, że dzięki kombinezonowi od mojej Karolci nie zmokłem ani ciuteńko. Nawet miałem frajdę mokrość oglądając jak w telewizorze :-)
Kuba
Piątkowe popołudnie na warszawskich ulicach to ciągła walka. Kto kogo wyprzedzi, kto komu pogrozi, kto wyrwie się z gąszczu dżungli. Nagroda czeka na szosie za miastem :-)