Kali na autostradzie

Wczoraj poleciałem do Strzegomia ożywić Junaka. Jako że musiałem ogarnąć temat w jeden dzień, a w jedną stronę jest 420 km, musiałem polecieć drogami ekspresowymi i autostradą żeby pokonać te 840 km i jeszcze mieć kilka godzin na pracę.

Normalnie w ruchu miejskim zdarza mi się wyprzedzać samochody jadąc pomiędzy nimi i przeciskając się jednym pasem obok wyprzedzanego auta. Ale wczoraj zdarzyło się tak, że jechałem około 95 km/h prawym pasem autostrady, lewym pędził jakiś Kubica z prędkością podświetlną i był jeszcze ten trzeci, który jechał normalne autostradowe 150 km/h. Trzeci wyprzedził mnie jadąc tym samym pasem co ja, a lewym nas obu wyprzedzał Kubica :-)

Taka przygoda spotkała mnie wczoraj dwa razy!

Jak Kali wyprzedzać to dobrze. Jak Kalego wyprzedzać to niedobrze.

Jakoś udało się przeżyć, motor ożywić i nie usnąwszy w drodze powrotnej po 20 godzinach szczęśliwie wrócić do domu. Muszę się przyznać, że nie posłuchałem się Tatusia, który kazał mi zanocować gdzieś po drodze. Dzieci czasami bywają niesforne i pewnie teraz nie dostanę prezentu na dzień dziecka :-(


Sztrzegom
ruszam w drogę powrotną

Strzegom
chwila odpoczynku