rozgrzewka na S'ce

Ruszam z Księżyca do domu. Godzina 18. Ciemno (bo zima), chłodno i wilgotno (bo przedwiośnie), ruch spory (bo 18, ciemno, chłodno i wilgotno). Ponieważ jest ciemno, chłodno i wilgotno postanowiłem polecieć drogą klasy S. Niby tędy mam do domu nieco dalej (33 zamiast 27 km), ale na mieście tworzą się o tej porze korki, a ekspresówka powinna być przejezdna i szybsza, więc w efekcie powrót będzie krótszy.

Nasza południowa obwodnica ma 3 pasy i jeden awaryjny. Po lewym naginają ci, którym spieszy się bardzo. Tu przeważnie prędkości są poza zasięgiem Junaka. Po prawym naginają ciężarówki, którym też się bardzo spieszy, jednak mogą pocisnąć tylko około 90 km/h. Tu prędkości są poniżej moich oczekiwań. Pozostają pasy środkowy i awaryjny. Awaryjny zostawiam sobie na specjalne okazje, takie jak korki i trudne do wyprzedzenia pojazdy. Pozostaje więc pas środkowy.

Właśnie wyprzedzałem trzy ciężarówki sunące prawym pasem. Oni 90, ja 105 km/h. Niby dość uczciwa różnica prędkości, ale dystans do pokonania spory. Doganiamy osobówkę sunącą środkowym pasem. Zawalidroga jedzie wyraźnie wolniej. Na lewy nie mam szans się wbić, z prawej żelazny mur z ciężarówek, hamować nie honor. Szybka kalkulacja. Jeżeli przycisnę łokcie do ciała i nieco pochylę, powinienem rozpędzić się do 110 km/h, co powinno dać szansę wyprzedzenia ciężarówek zanim wbiję się w tylny zderzak zawalidrogi. Idzie dobrze. Już czuję lekkie popchnięcie z prawej. Oznacza to, że mijam pchany przed ciężarówką bąbel powietrza. Do zderzaka zawalidrogi jeszcze 5-10 metrów. Gra muzyka :-) Naraz przede mną czerwona łuna!!! To zawalidroga zaczyna hamować. Widziałem drogę z przodu i nic tam nie było :-( W ostatnim ułamku sekundy składam się w prawo i ląduję na prawym pasie, tuż przed ciężarówką. Uff, jeszcze raz się udało. Nadal jest ciemno i wilgotno, ale za to zrobiło się gorąco :-)

Wjeżdżając do garażu na liczniku pokazało się 50998. Trzy tygodnie temu "obchodziłem" jubileusz 350 tysięcy kilometrów. Od tego czasu przybył kolejny tysiąc, mimo, że na dworze zazwyczaj ciemno, chłodno i wilgotno :-) Oby tak dalej. A jeżeli któregoś razu się nie uda, to mam ubezpieczenie, z którego żoneczce wypłacą na otarcie łez parę złotych. Dziś pod wpływem opisanej sytuacji na drodze tknęło mnie i podałem jej telefon do agenta, który obiecał sprawnie załatwić formalności. Swoją drogą to fajny gość. Na telefon od mojej żonki czeka już 20 lat i po cichu liczę na to, że jeszcze poczeka. Jakby ktoś chciał do niego kontakt mogę szczerze polecić.

Sam smak motocyklizmu.

351