Podsumowanie

Mógłbym napisać tak „wszystko było ok”, ale tak nie zrobię. Szczególne podziękowanie dla naszych dziewczyn. Wiedziałem, że moja żona Wioletta zniesie trudy tej tułaczki, tak nie wierzyłem, że Aneta podoła, ale twarde dziewczyny wytrzymały z nami do końca. Obie wraz z moim bratem Jerrym ogarniały nasze wyżywienie oraz całą logistykę, czyli zakupy, noclegi i co tam jeszcze mogliśmy sobie wymyślić.

Każdy z nas dał z siebie wszystko:

Kamyk, człowiek który niespełna 2 miesiące temu miał wypadek motocyklowy, złamał nogę i ogólnie się poobijał, przyjął wyzwanie i pojechał z nami w taką podróż.

Bogi, junakowiec najstarszy z nas, dzielnie się spisywał, choć wcześniej nigdy nie przejechał dłuższego dystansu niż 200km.

Piotrek, najmłodszy z naszej piątki, na tyle zdesperowany, że przed trasą pokonał dystans Gdańsk-Wałbrzych i po trasie z powrotem. Zawsze uczynny i pomocny w każdej dziedzinie, zdobył ogólną sympatię wszystkich uczestników.

Arek, to GOŚĆ ze specjalnym darem do podróżowania, bez niego nie wyobrażałem sobie tego przedsięwzięcia, który twierdzi „im dalej tym lepiej”.

Przejechaliśmy (z Wałbrzycha do Wałbrzycha, bo Arek, Piotrek i Kamyk więcej) 4094 kilometry praktycznie bez grubszych awarii, bo tego co się wydarzyło Kamykowi i Bogiemu nie można do takowych zaliczyć. Dziękuję wszystkim za wspaniałą przygodę, nie powiem, to było moje kolejne marzenie i dzięki Wam mogłem je zrealizować. Konserwy z Pamapolu są najlepsze. Nie wiem co przyniesie rok następny, ale ja już mam plany...

Pozdrav Mirasio


<< dzień czternasty