piękne sobotnie popołudnie
Koniec stycznia. Korzystając z dość przychylnej aury do pracy pojechałem Junakiem. Aura dość przychylna, bo śnieg stopniał, na dodatek deszcz zmył sól, stabilne +3 stopnie daje dużą dozę pewności, że droga nie zamarznie... słowem jak na koniec stycznia nieźle. Trzeba tylko uważać na kierowców, którzy odzwyczaili się od widoku motocyklistów.
Wczoraj na 3 pasmowej drodze dostawcze auto sunęło lewym pasem. Ja leciałem na jego wysokości prawym. Naraz dostawczak uznał, że lepiej będzie na środkowym i, nie używając kierunków, dość gwałtownym ruchem zmienił pas. To na szczęście obudziło moją czujność, gdyż po kilku sekundach uznał, że jeszcze lepszy będzie pas prawy. I znowu bez kierunków i oglądania się na boki szarpnął za kierownicę znajdując się w tym miejscu gdzie jeszcze przed chwilą jechałem. Gdybym w ostatniej chwili nie przyhamował leciałbym przez barierkę ku wiślanemu brzegowi. Poniosło mnie. Zaświeciłem mu długimi po lusterkach, a wyprzedzając pacnąłem dłonią w lustro tak, że złożyło się. Wszystko to przy około 100 km/h, czyli prawie przepisowo, bo ograniczenie w tym miejscu to 80 km/h. Próbował pościgu, ale nie miał szans w gęstym porannym ruchu. Czy to było mądre? Z pewnością nie. Takie zachowanie napędza agresję i niczego nie daje. A może jakimś cudem zrozumiał, że trzeba rozglądać się i zważać na innych uczestników ruchu. Chciałbym w to wierzyć.
Dziś obyło się bez przygód (moich). Co prawda pod mostem Poniatowskiego, koło rozbitych aut, stały dwie karetki i wóz policji, a na ślimaku Trasy Łazienkowskiej tkwił jakiś pechowiec wbity w barierki, ale to tylko takie przypomnienie na nadchodzący sezon żeby uważać, nie zabić się i nie dać się zabić innym.
Wielkimi krokami zbliża się mały "jubileusz". Na liczniku pojawiło się 49974 km. Dodając do tego trójkę z przodu mam przejechane prawie 350 tysięcy (brakujące 26 km przejadę jutro). Motor 350'tka i na liczniku 350 (tysięcy). Będzie okazja do świętowania. Ciastka i kwas chlebowy czekają jutro na Księżycu. Zapraszam!!!


Lekko zmoknięty, nieco zmarznięty, ale szczęśliwy :-)
Wczoraj na 3 pasmowej drodze dostawcze auto sunęło lewym pasem. Ja leciałem na jego wysokości prawym. Naraz dostawczak uznał, że lepiej będzie na środkowym i, nie używając kierunków, dość gwałtownym ruchem zmienił pas. To na szczęście obudziło moją czujność, gdyż po kilku sekundach uznał, że jeszcze lepszy będzie pas prawy. I znowu bez kierunków i oglądania się na boki szarpnął za kierownicę znajdując się w tym miejscu gdzie jeszcze przed chwilą jechałem. Gdybym w ostatniej chwili nie przyhamował leciałbym przez barierkę ku wiślanemu brzegowi. Poniosło mnie. Zaświeciłem mu długimi po lusterkach, a wyprzedzając pacnąłem dłonią w lustro tak, że złożyło się. Wszystko to przy około 100 km/h, czyli prawie przepisowo, bo ograniczenie w tym miejscu to 80 km/h. Próbował pościgu, ale nie miał szans w gęstym porannym ruchu. Czy to było mądre? Z pewnością nie. Takie zachowanie napędza agresję i niczego nie daje. A może jakimś cudem zrozumiał, że trzeba rozglądać się i zważać na innych uczestników ruchu. Chciałbym w to wierzyć.
Dziś obyło się bez przygód (moich). Co prawda pod mostem Poniatowskiego, koło rozbitych aut, stały dwie karetki i wóz policji, a na ślimaku Trasy Łazienkowskiej tkwił jakiś pechowiec wbity w barierki, ale to tylko takie przypomnienie na nadchodzący sezon żeby uważać, nie zabić się i nie dać się zabić innym.
Wielkimi krokami zbliża się mały "jubileusz". Na liczniku pojawiło się 49974 km. Dodając do tego trójkę z przodu mam przejechane prawie 350 tysięcy (brakujące 26 km przejadę jutro). Motor 350'tka i na liczniku 350 (tysięcy). Będzie okazja do świętowania. Ciastka i kwas chlebowy czekają jutro na Księżycu. Zapraszam!!!


Lekko zmoknięty, nieco zmarznięty, ale szczęśliwy :-)