Dzień szósty piątek 9 września 2022

Rano jak zawsze pakowanko, kawa i w drogę. Jeszcze wczoraj śledziliśmy prognozy pogody i z mojej wychodziło, że całą drogę będzie padać, natomiast z Arkowej, że będzie słonecznie. W gruncie rzeczy Arek miał rację, nie padało.

Albania Mirasia
Kolejny poranek a przed nami kolejne kilometry i przygody. W planie trzy dni jazdy i dzień odpoczynku już na południu Albanii. Dzisiaj jeszcze Chorwacja. W nocy padało, za dnia różne prognozy odmiennie wieszczą.
Pojedziemy, zobaczymy ... (Arek)

Znowu nasza trasa przebiega starą Jadranką. Kierujemy się na południe, mijając kolejno Primosten, gdzie na parkingu robimy przerwę i zakupujemy domowe wino. Potem Trogir, Kastele, Split, Omis (jak zwykle bardzo zakorkowany) i wreszcie Makarska. Na którymś postoju ustalamy z Jerrym, że my na Junakach jedziemy na Sv. Jure (w planach był to wyjazd na jutro), a on z dziewczynami robi zakupy po drodze i docelowo zajmują miejsce na kempingu Milo Moje w Zivogosce.

Albania Mirasia
Nie można się napatrzyć. Piękna pogoda, niesamowite widoki, Janki podają, nie ma lepiej (Arek)

Po wykupieniu biletu w kwocie 60 Kun wdrapujemy się prawie 20 kilometrowym podjazdem, najpierw na platformę widokową Skywalk, która robi niesamowitą furorę wśród turystów, potem na sam szczyt Sv.Jure, który miałem przyjemność już zdobyć w 2014 roku Junakiem wraz z Zibimcem. Platforma Skywalk robi naprawdę duże wrażenie, zawieszona konstrukcja nad przepaścią ze szklaną podłogą. Ktoś kto ma lęk wysokości to nie radzę. Nasi kamraci, jak dzieci, stare chłopy a głupoty w głowie. Niektórzy kładli się na brzuchach, inni robili niezliczone foty. Ogólne zadowolenie mimo nie za bardzo sprzyjającym warunków pogodowych. Od czasu do czasu wiatr od Jadrana przyganiał gęste chmury i widoczność spadała do zera. Jedziemy wyżej, na wysokość 1763 m.n.p.m. Tu jest cel naszej wspinaczki. Podzieleni na małe grupki, albo niektórzy solo spotykamy się pod wieżą przekaźnikową na szczycie. Tutaj też pamiątkowe fotki, chwila relaksu w chmurach i pojedynczo zjeżdżamy w dół.

Albania Mirasia


Albania Mirasia

Albania Mirasia

Albania Mirasia
dumni zdobywcy

Po prawie godzinie docieramy na kemping. Tutaj już Jerry i nasze urocze stewardesy zajęli dogodne miejsce i rozbili niektórym namioty. Żyć nie umierać. Kompanko i idziemy do kempingowej knajpki na piwo.

Albania Mirasia

Dużo dzisiaj wrażeń, więc trzeba je sobie opowiedzieć, tak przy złocistym zastaje nas wieczór.


<< dzień piąty     dzień siódmy >>