Litwa

Pod koniec lipca ruszyłem na Litwę. W początkach młodych lat, które trwają nieprzerwanie od ponad czterdziestu lat, prowadziłem drużynę harcerską. Z ówczesną młodzieżą przyjaźnimy się do tej pory. Młodzież ta dorobiła się już kolejnego pokolenia młodzieży i wspólnie od wielu lat organizujemy spływy kajakowe. Tydzień płynięcia, wszystkie graty i żarcie na pokładzie, noclegi najlepiej na dziko, woda najlepiej rwąca, drzewa i kamienie w nurcie mile widziane, ogniska, polowe kuchnie... A nie mówiłem, że młodość trwa w nas nieprzerwanie? W tym roku byliśmy jako się rzekło na Litwie. W takim jej zakątku pod łotewską granicą gdzie ludzi jak na lekarstwo, cisza spokój (oprócz poligonu gdzie jednostki NATO przygotowują się na to co grozi nam ze wschodu). Ludzi niewiele, ale ci których napotykaliśmy w większości posługiwali się językiem polskim. W sklepie, na ulicy, nawet pani prowadząca krowę zwracała się do niej najczystszą polszczyzną. Znać, że polski jest pierwszym językiem zarówno tej pani jak i jej krowy.

Połączyłem frajdę kajakowania z frajdą junakowania. Nie ma lepiej :-)

Litwa

Litwa


Pięknie tu. Prawda?

Litwa


Starsza młodzież stoi, młodsza młodzież siedzi.

Litwa


Najstarsza młodzież biwakuje pod chmurką gdy nie pada.

Litwa


Pani z polskojęzyczną krową.

Litwa


W drodze powrotnej z Litwy w Bory Tucholskie gdzieś za Suwałkami miałem biwak z nocną burzą. Przydał się tarp, pod którym schronił się jeździec i motor.

Litwa