sól jest niezdrowa
Koniec lutego. Od kilku dni temperatura w dzień nie spada poniżej zera i nie ma opadów, słowem mimo kalendarzowej zimy sezon motocyklowy trwa. Późnym "popołudniem" około 21 zbieram się do domu. W ciągu dnia było sucho, teraz nadeszła mgła. Motor cały ocieka wilgocią. Przecieram kanapę i lusterka. Przelanie gaźnika, kopnięcie startera, silnik zaskoczył za pierwszym razem. Pustawe ulice. Przede mną auto posuwające się dziwnie wolno, 30 km/h. Na tym odcinku jest kilka przejść dla pieszych z wysepkami, więc mimo tego, że ruchu nie ma jadę potulnie i nie wyprzedzam. Skrzyżowanie "teowe", skręt w lewo, czerwone światło. Staję za ślamazarnym samochodem. Zielone. Zawalidroga nie reaguje. Po kilku sekundach postanowiłem objechać go bokiem. Wiem, to wbrew przepisom, ale kto by wytrzymał. Gdy byłem na wysokości kierowcy ten nagle ocknął się i ruszył. Zamiast przyhamować odruchowo odkręciłem gaz. W tym momencie przednie koło straciło przyczepność. Z perspektywy asfaltu podziwiam snop iskier krzesany przez motor sunący na boku.
Kierowca zatrzymał się i spytał czy potrzebuję pomocy. Miły gest. Podziękowałem, postawiłem Junaka na nogi i zacząłem zbierać rozsypane z pękniętego kufra graty. Potem musiałem zająć się sporą plamą oleju, który wylał się z silnika. Na szczęście na trawniku ktoś coś kopał i pozostawił sporą kupkę piasku. Przednie koło skierowane w jedną stronę, lampa patrzy w drugą, w silniku brak oleju, pogięty stelaż kufrów, tylny błotnik trze o koło. Trzeba wracać na Księżyc. Na szczęście to tylko kilka kilometrów.
Co, oczywiście oprócz mojego głupawego zachowania, było przyczyną tego zdarzenia? Sól, którą obficie przez kilka tygodni posypywano drogę w połączeniu z osiadającą mgłą dała mazistą warstwę, śliską niczym lód. Trzeba na to uważać do momentu kiedy wiosenne deszcze spłuczą sól z jezdni. Nie na darmo mówią, że sól jest niezdrowa. Uważajcie!!!