czwartek 25.04.2024

W opisie przygotowań napisałem, że zgodnie z dawnym zwyczajem pozostawiam w dzienniku pokładowym pustą rubryczkę „port docelowy”. Teraz już mogę ją uzupełnić. Cel osiągnęliśmy. Na ten rok zaproponowałem Jackowi odwiedzenie Monte Cassino. W maju 2024 roku przypada 80'ta rocznica zwycięskiej bitwy. Byliśmy tam silną ekipą na obchodach 70'tej rocznicy. Teraz uniknęliśmy uroczystości i tłumu, choć nie wszędzie, ale o tym za chwilę. Na razie mamy środę, wieczór przed startem.

Powinienem odczuwać Reisefieber. Tak mawiała moja babcia. W wolnym tłumaczeniu to gorączka, lęk przed podróżą. Jest to stan lekkiego poddenerwowania lub sporego stresu, mogący objawiać się w postaci bezsenności, nieokreślonego lęku, wybuchów złości, płaczu, problemów gastrycznych i wielu innych nieprzyjemnych dolegliwości. Tymczasem nic z tych rzeczy. Czy to rutyna, brak wyobraźni, wiara we wsparcie z góry i własne umiejętności? Pewnie wszystkiego po trochu. Kładąc się spać o pierwszej w nocy bez kłopotu zasypiam. Wszystko mamy uzgodnione. Spotkamy się tradycyjnie na cepeenie w Górze Kalwarii o godzinie 7:30 i nie przekraczając 75 km/h polecimy w kierunku Czech i Austrii celując w okolice Mikulova.

Czemu zakładamy takie żółwie tempo? Jak wspomniałem w opisie przygotowań, Jacek jedzie na motorze ze świeżo złożonym silnikiem. W ciągu czterech dni przed startem dotarliśmy go wstępnie na dystansie 340 km, ale przez kolejnych kilkaset kilometrów wymaga szczególnej uwagi, by dowiózł Jacentego do celu i powrócił do domu. W moim Junaku przygotowania ograniczyłem do wymiany oliwy, zmiany łańcucha (poprzedni wlókł się już po ziemi) i przyspawania kolejnej rurki wzmacniającej bagażnik, co uczynił oczywiście światowej sławy producent bagażników Krzych. Krzych, mój przyjaciel i towarzysz przygód junakowych tym razem zostaje w domu. Żałuj Rudy, że nie jedziesz z nami, żałuj Rudy... 

Czemu uspokaja mnie wiara w umiejętności? Jadę przecież z Jackiem. To tłumaczy wszystko. W środowisku pilotów krąży anegdota o kapitanie Tadeuszu Wronie. To ten, który 1 listopada 2011 zmuszony awarią samolotu Boeing 767, wykonał manewr lądowania awaryjnego na pasie Lotniska Chopina w Warszawie bez wysuniętego podwozia, co przyniosło mu światowy rozgłos. Otóż zapytany kiedyś o najlepszego polskiego pilota odparł "No cóż, jest nas kilku". Jacuś, znasz jakiś dobrych mechaników junakowych? No... jest was kilku :-)

Po czterech godzinach snu zrywam się o godzinie piątej rześki jak skowronek. Szybkie śniadanko i lecę z psem na godzinny spacer do lasu. Po powrocie pakowanie gratów do wora. Po trzy pary gatek, skarpet i koszulek, lekkie spodnie i trampki. Zapasowa bielizna termiczna, w zimne noce pełniąca funkcję piżamy, kosmetyczka i ręcznik w formacie A2. To wszystko co będzie potrzebne. Do tego materac dmuchany, kawałek plandeki na której można go rozłożyć, tarp, menażka, palnik i dwa kartusze, łyżka i ulubiony scyzoryk. To całe wyposażenie biwakowe. Do plastikowej skrzyneczki trafia kostka masła, kawałek suchej kiełbasy krakowskiej, paczka żółtego sera, 25 torebek herbaty, słoiczek cukru i garść landrynek. Na koniec gorąca herbata w termosie i można schodzić do garażu. Kuchenne przybory oraz żarcie pakuję do kufrów, wór przytraczam pasem na bagażniku i o siódmej start.

MC 2024
start: na liczniku 353.638 km (oczywiście trójka "w rozumie")

Po pół godzinie docieram na cepeen koło McDonalda w Górze Kalwarii. Z tego miejsca zaczynaliśmy kilka wycieczek. Zawsze były miłe i dobrze się kończyły. Liczymy, że i tym razem przyniesie nam fart. Jacek przybył z półgodzinnym opóźnieniem. Jak zawsze zalatany. Nawet w dniu wyjazdu musiał coś załatwić. Dostarczył blachy do cięcia laserem, ale zapomniał projektu. Wrócił po niego do domu, dostarczył i tym akcentem zakończył życie zawodowe, a zaczął życie w trasie. To specyficzny stan. Kto włóczył się motorem ten wie :-)

MC 2024

Na dziś celem jest Mikulov na granicy czesko-austriackiej. Do celu 590 kilometrów. Śmiały plan, zważywszy na niską prędkość wymuszoną docieraniem silnika.

MC 2024

Jedziemy na Grójec, potem moją ulubioną drogą 728 przez Końskie i dalej doliną Pilicy w kierunku Katowic. Ponieważ Jacek nie zdążył zjeść śniadania musimy gdzieś stanąć po drodze. Głodny Jacek to zły Jacek. Na to nie mogę sobie pozwolić. Wybieram Dworek nad Pilicą w Nowym Mieście. To jedno z moich "oswojonych" miejsc. Odrobina luksusu na początku trasy nie powinna nam zaszkodzić. Przy obficie zastawionym szwedzkim stole niepostrzeżenie mija godzina. Na taki luksus nie powinniśmy sobie pozwalać. W trasie czas jest ograniczonym zasobem i trudno go odzyskać. Trudno, będziemy się tym martwić później.

Po drodze odwiedzamy kiedyś "moje", a teraz już "nasze" drzewo. Dobrze przetrwało zimę i pięknie się zieleni.

MC 2024

Jeszcze selfie i lecimy dalej.

MC 2024

Jacek w tygodniu pracuje od 7 do 22. Żeby wytrzymać takie tempo zazwyczaj w połowie dnia ucina sobie kilkunastominutową drzemkę. W trasie organizm upomniał się o zwyczajową przerwę.

MC 2024
   
W czasie kiedy mój towarzysz podróży odpoczywał powędrowałem na poszukiwania wody na kawę i herbatę. Bezskutecznie dzwoniłem do kolejnych bram. Pewnie wszyscy byli w pracy lub szkole. W końcu udało się. Do furtki podszedł pan z ponurą miną i ochrzanił mnie, że budzę jego żonę, która dopiero co położyła się po nocnej zmianie. Skąd mogłem wiedzieć, że szanowna małżonka śpi, nad tym się nie zastanaiwał. Pogderał, pogderał, ale wodę do menażki dał. Po chwili menażka stała na ogniu.

MC 2024

Charakterystyczny szum oznajmia, że woda się zagotowała. Gdzie ja mam cukier i łyżkę? Pierwszy dzień jest zawsze najtrudniejszy zanim nie wypracuje się rutyny w chowaniu i pakowaniu rzeczy. Poszukiwania przerywa gość. Dzień dobry, czy można w czymś pomóc?  Cześć, dzięki wszystko w porządku, kolega odpoczywa, a ja szukam cukru do herbaty. Gdzieś go wsadziłem i znaleźć nie mogę. To ja za chwile przyniosę, mam w busie, a nie używam. Po chwili Borsuk (tak go wołają) wraca z kilogramową paczką cukru. Zaczyna się sympatyczna rozmowa. To nasza bratnia dusza. Od wielu lat, mimo młodego wieku, śmigał motocyklami. Bawi się też w rekonstrukcje bitew na miecze. Miecze i noże robi sam. Jest też zielarzem, mechanikiem...  Ponad rok temu zdjął go z motoru nieuważny kierowca busa. Jak do wypadku doszło tego nie wiadomo, bo Borsuk zbudził się dopiero w szpitalu. Połamana noga, ręka, żebra, uszkodzony kręgosłup i płuca. Wesoło nie było.  Rok po wypadku ciągle odczuwa jego skutki. Prawa ręka niesprawna, wydolność płuc ograniczona, możliwości pracy jako mechanik brak, pieniądze z odszkodowania poszły na rehabilitację. Błysk w oczach. Gdyby nas spotkał kilkanaście miesięcy temu ruszyłby razem z nami. Teraz włóczy się po Polsce busem przerobionym na kampera i szuka swojego miejsca.

W międzyczasie herbatka i kawa zaparzyły się. Słodzimy ofiarowanym cukrem, pijemy, składamy graty, żegnamy się z Borsukiem i w drogę. Przed czeską granicą w przydrożnym barze zjadamy flaki (ja), gulasz (Jacek) i dzida. Pomykamy bocznymi drogami. Malownicze krajobrazy, górki, doliny, lasy, łąki, zakręty, wioski, miasteczka. Miło się jedzie, ale do celu ciągle daleko, a kilometry nawijają się na koła w ślimaczym tempie.

Pod wieczór zarządzam przesiadkę na autostradę. Dobrze byłoby dotrzeć choć na wysokość Brna. O Mikulovie raczej możemy tylko pomarzyć. Nie chcemy szukać noclegu w środku nocy. Za nami już blisko 500 km, do tego ponad 300 km wstępnego docierania. Silnik pracuje bez zarzutu. Decydujemy się na podniesienie prędkości do 80-85 km/h. Idzie dobrze. Wspomagam się aplikacją Park4Night. Podpowiada szereg dogodnych miejscówek w Morawskim Krasie. Jedną z nich, nieczynne o tej porze roku malutkie pole kempingowe, wbijam w nawigację i koło godziny 22 wbijamy na opustoszały placyk nad samą Morawą. Jest tu wiata ze stołami i ławami i jakiś budynek pozamykany na głucho. Przez rzekę konwersuję chwilę z jakimś lokalesem. Mówi, że właściciel pola to jego kumpel i powie mu o naszej wizycie, więc nie muszę do niego dzwonić.

Jacek rozkłada namiot, ja rozłożę się na stole pod wiatą. Szybka kolacja i zagrzebujemy się w śpiworach. Cisza, chłodna noc, spokój... odpływamy w kilka chwil.


<< przygotowania        piątek >>