Wlasnie leci Trabi-bzdecik

Dyskusja o urokach motoryzacji rodem z DDR i motoryzacji w ogóle w długie zimowe wieczory na liscie DJ

________________________________________________
... ale jak sobie uswiadomie ze to szmaciane go...no produkowane bylo do roku 1991 to dostaje s...czki. W tym czasie na swiecie jezdzily auta przy ktorychTrabant wygladalby jak ich pra, pra, pra dziadek i pewnie przez laika zaliczony bylby do czasow bardziej bliskich Fordowi T.

Pyskaty

________________________________________________
No juz bym tak nie przesadzal ;) Nie wiem czy zauważyłeś, że od 91 minęło już 30 lat. Ówczesne auta...no może troszkę i niekiedy, ale jeszcze nie tak znowu bardzo hop do przodu. Inna koncepcja cokolwiek. Miałem do Trabanta stosunek dosyć pozytywny, nawet kiedyś miałem mieć... Role do jakiej został stworzony spełniał całkiem przyzwoicie do konca: jezdzil.

Zmienilem zdanie cokolwiek diametralnie, kiedy syn sie strabancil i chcac nie chcac poznalem go glebiej i przyznalem, ze przydomek "zemsta Ericha" nie byl pozbawiony sensu. Mysl konstrukcyjna byla niezla w ogolnym zarysie ale w szczegolach sprowadzala sie do przerzucenia kosztow produkcji na uzytkownika - to on musial sobie radzic ze wszystkim tym, na czym silnie zaoszczedzono. Ale mimo wszystko w zestawieniu z wspolczesnymi juz autami to ja faktycznie nie wiem, co gorsze. Tamto mozna bylo niewielkim w sumie wysilkiem naprawic i poprawic. Tych obecnych sie nido, mimo ze odbieraja wszystkie stacje radiowe i telewizyjne i dadza sie sterowac srajfonem...

Pozdrowionka Jacot

________________________________________________
A propolis co by było gdyby. Se teraz wyobraźcie, że zamiast wszystkich teraz jeżdżących milionów samochodów (może i tam bezsensownie pokomplikowanych ale jednak nie za bardzo śmierdzących) jeżdżą i stoją w korkach miliony trabantów syren i wartburgów. A wy otwieracie okno, żeby se pooddychać świeżym dymem dwusuwa.

Michał

________________________________________________
A to Ty Kamrat nie wiesz, że w młodości to i kamienie byli twardsze i g...o ładniej śmierdziało? :P
Jak by to był zapach spalin mieszanki: etyliny 78 niebieskiej z Luxem no moze byc ostatecznie Mixol, to ja bym sie kurde sztachnoł :P

Harnaś

________________________________________________
Postawie tylko takie dwa zdjecia z tego samego przebrzydlego enerdowa... TO bylo auto. I dzis bym "z garazu nie wygonil", gdybym tylko mial garaz... Nawiasem mowiac nie od dzis obserwuje taka jakas dziwna... niechec czy pogarde dla silnikow dwusuwowych, czasem zalatujaca ideologicznie nawet :) Ideologia to opium dla mas, zas reszta to efekt marketingu, bo prawde mowiac, z technicznego punktu widzenia nie ma zadnego powodu, zeby nimi pomiatac.

Pozdrowionka Jacot

DDR

________________________________________________
Wodzowi z tematu jezyk sie omsknal, ja nie enerdowo ganie tylko Trabanta. Gdyby wygladal jak te warczyburki ze zdjec to bym sie do niego slinil jak do nich wlasnie. To mnie szokuje, ze potrafili cudo zrobic w jednym miejscu, a rzut beretem dalej ta poczwarke tlukli. Cudo jakos modyfikowali, co mu chyba bardzo na cudnosci nie wyszlo, a z poczwarki nigdy zaden motyl nie wylecial. Pewnie dlatego, ze jej kokon zbytnio w tych wielkich prasach usztywnili ?

*** Nawiasem mowiac nie od dzis obserwuje taka jakas dziwna... niechec czy pogarde dla silnikow dwusuwowych, czasem zalatujaca ideologiczie nawet :) *** Ze co, ja dwusuwow nie lubic!!?? Ja je kochac okrutnie. Specjalnie sobie wyszukalem motorowke ze starym pierdziakiem na mieszanke, kombinuje jak sobie ETZ-tke tutaj sciagnac, CZ-tke tez bym lyknal i Simsonka S51 do kompletu. Raz kiedys o wlos kupilbym Mikrusa, ale sie sprzedajacy rozmyslil. Maz kuzynki mial w Debicy ciemnozielonego pedzlem malowanego to gdy tylko byla okazja musialem sie tym przejachac, ale do Trabanta nie ciagnelo mnie nigdy. Akceptowalem, ze byl i tyle. Kombi jeszcze, jeszcze ale sedan, pozal sie Bosh.

Kiedy jeszcze koszule w zebach nosilem i z kumplem starego pedalowca Komarka w piwnicy reanimowalismy w bloku w ktorym mieszkalem juz kilka "gablot" bylo.

Na parterze pod 1-ka wlasnie Trabant wlasciciel chyba go kupil ze wzgledu na nazwisko Albin Schiffer (niektorzy mowili, ze Adolf mu bylo). Mial dwoch synow i corke, ale nie Claudie. Oprocz Trabanta, troche pozniej pojawil sie tam wypieszczony Komar.

Pod trojka u Nowakow jakis dychawiczny Komar w piwnicy wiecej stal niz jezdzil.

Pod 4-ka mieszkal Smolak i zgodnie z nazwiskiem karnacje faktycznie jak kominiarz spod Sandomierza mial. Wlasnego auta nie mial, ale zakladowa Nysa N61 wozil dyrektorow i kierownikow na delegacje i na wodke. Moja piwnica byla pod jego mieszkaniem, a ja juz wtedy szlifierke z silnika od Frani mialem, wiec mu glosno zawsze bylo i wykrecal mi korek, ktory na klatce w skrzynce bezpiecznikowej przy wejściu byl. No to ja go dokrecalem i dalej szlifowalem. On znowu, ja znowu. W koncu kiedys calkiem korek zabral. Wsadzilem swoj i skrzynke na klodke zamknalem. Kila dni byl spokoj, ale kiedys klodke przecial, skobel zepsul, korek wraz z obsadka zabral. Oj wkur..il mnie na dobre. Zemsta byla sroga. Nastepnym razem wkrecilem korek z obsadka, z ktorej cala porcelanke otluklem. Przez gume z detki wkrecilem, a pozniej wykrecilem korek od swiatla na klatce. Drzwi wejsciowe do piwnic na klucz zamknalem i u siebie zaczalem sie tluc jak wsciekly. Gosciu ruszyl ostro, slyszalem przez sufit jak tupie. Na klatke wypadl, a tam ciemno jak... Po ciemku reke wsadzil do szafki z korkami i na moj chyba trafil bo zawyl.... !!!! Ja przez okienko malutkie piwniczne czmychnalem, z prawidlowym korkiem w rece zaczailem sie na zewnatrz az zamieszanie minelo. Podmienilem, slady zatarlem.... Pewnie przez to, ze wiele razy mnie prad kopnal zanim to wszystko sie zdarzylo wydawalo mi sie, ze to wprawdzie bolesne jest, ale przezywalne. Co ja tam wtedy moze z 10 lat mialem? Dobrze, ze gosciu serce mial mocne. Mialem po tym pelne pory ze strachu, ale o dziwo, nie bylo afery. Za to jakas cicha, niepisana umowa pomiedzy nami nastala. Do 10 wieczorem nikt juz swiatla w piwnicy mi nie wylaczal, a ja po 10 nie halasowalem.

Jeszcze raz tylko mnie pogonil wiele lat pozniej, i tym razem chyba mial racje, gdy zdecydowalem sie Junakiem wjechac do mieszkania po schodach. Gonil, ale Junak byl szybszy. Widze, ze mnie Muza dopadla to pociagne temat.

Pietro wyzej pod nr.5 nazwisko trudne Frajndt. Tam jakos zawsze pusto w mieszkaniu bylo. Wlascicielka zmarla wczesnie. Ojciec z synem zostali, ale wiecej ich w domu nie bylo niz byli. Pojazdow nie bylo, ale kiedys, po latach syn Andrzej przyjechal do Nowej Deby ze stolicy opromieniony slawa, ktora wynikala z tego, ze byl czlonkiem zespolu Partita, no i dodatkowy blask bil tez od jakiegos metaliczno-blekitnego, ociekajacego chromami, na szerokich szprychowych kolach amerykanskiego cabrioleta.

Pod 8-ka, u Kalety, ktory kase trzepal bo mial w mieszkaniu jedyna w okolicy maszynke do obciagania guzikow, byla Syrena. Nie pamietam jaki model, w kazdym jedna z tych pierwszych. Zajacowka jeszcze i malowanie miala dwukolorowe, o ile mnie pamiec nie myli, niebiesko biala. Piekna byla, rzadko pod blokiem stala, w garazu ja gosciu mlekiem nacieral i dywaniki spod opon czesto trzepal.

Moje pietro, czyli drugie, dlugo bylo bezautowe. Ojciec garaz zbudowal jeszcze za kawalera i najpierw tam Skarpeta miala byc, pozniej Skoda 1000 MB, ale dopiero w roku 1969 Polski Fiat 125p zamieszkal. 1300cc "na wloskich panie czesciach" zolty (kolor pustynny) z czerwona tapicerka. Kiera z chromowanym pierscieniem klaksonu, dwie metalowe dzwigienki po lewej dluga od zmiany swiatel, krotsza od kierunkowskazow. Biegi przy kierownicy, stacyjka po lewej stronie, chromowany grill, zderzaki chrom z "kłami" z gumowymi wstawkami, malutki okragly kierunkowskaz w rogu przedniego blotnika..... radia niet. Pozniej Safari 2 zamontowalismy z ojcem, wiec jeszcze dekielek zolty, pierwotnie zatykajacy otwor na radio gdzies w klamotach pewnie by sie znalazl. Zapachnialo w Nowej Debie zachodem...... A jak z Pewexu jeszcze pasy Klippan doszly i Valvolina na podwozie to juz klekajcie narody....

Pietro trzecie - sasiad przez piwniczna sciane, pan Suminski, ktory byl moim guru od Komarkow. Zawsze cos przy swoim grzebal, a full wypas mial, troche jak Schiffera, ale znacznie bardziej udoskonalony. Motocyklowe teleskopy, kanapa dwuosobowa jak w motocyklu, szprychy tez wymienione na motocyklowe. Korek baku na kluczyk, prawdziwa stacyjka z wyjmowanym kluczykiem, oslony na nogi, szyba, manetki od WSK, biegi przerobione na stope, elektryczny glosny sygnal, bagazniki boczne i z tylu.... ....auta nigdy nie mial.

Obok niego, pod 14-tka, nad naszym mieszkaniem nasz blokowy doktor od televizorow radyjek itp. Pan Cetnar, ktory pracowal w ZURT. Ojciec tego kumpla, z ktorym Komara uruchamialismy. On tez Trabantem jezdzil, ale kombi. Cztero, a pozniej piecio osobowa rodzinka, czesto smigala do Czechoslowacji czy nad Balaton. Po wielu latach, sprzedali Trabanta i kupili Zaporozca. Tego z "silnikami odrzutowymi". Super ludzie. Mlodszy syn zawsze szybciej myslal niz mowil, a mowil z szybkoscia MG42, wiec nie dziwota, ze na jakiegos fizyka kwantowego, czy innego nuklearnego wyrosl, ktory w Japonii doktoraty zrobil ... Zanim sie wyprowadzili do wlasnego domu spedzalem u nich wiecej czasu jak we wlasnym. Tam zawsze sie cos dzialo. Setki modeli z Malego Modelarza, dziesiatki plastykowych, akwaria z rybkami dookola pokoju, mieli ich chyba ze 20. Halas pompek do napowietrzania wody i do filtrow zrobionych z silnikow od gramofonow i jako sprezarek silnikow modelarskich, tych zasilanych eterem, byl taki, ze trzeba bylo sie przekrzykiwac. Zreszta zawsze glosno grala tam muzyka z plyt, albo ze szpulowego porzadnego magnetofonu. Wszystkie te Pink Floydy, Roling Stonesi, Deep Purple i cala masa innych lecialy non stop.... Cala ta masa ryb potrzebowala sporo zarcia, wiec wyremontowanym Komarkiem jezdzilismy w gleboki las na teren zakladu dawnej COP-owskiej Fabryki Amunicji Nr.3 gdzie w zalanych bunkrach, sluzacych kiedys do badania ladunkow wybuchowych, zyly cale kolonie rozwielitek. Siatka z ponczochy wybieralo sie to do wielkiego sloja i juz rybki mialy super zarcie na kilka dni.

W zimie gdy w piwnicy za zimno bylo, pieklismy u Cetnarow placki i torty. Trzech chlopakow i Kuchnia Polska i wychodzily takie smakolyki, ze niech sie dyplomowany cukiernik schowa. Z jednej wycieczki z NRD przywiezli kiedys robot kuchenny,  wiec nie bylo to tylko zwykle, "babskie" pieczenie, ale polaczone z technika, gdyz z wykorzystaniem najnowszych sprzetow AGD.

Pietro 4-te i ostatnie. Nr.17 - znowu Komarek, jakis taki szemrany, bo MO kiedys do piwnicy Bronka zaciagnelo i maszyne zabrali. Po jakims czasie znowu sie tam pojawila, ale czy to byla ta sama, czy inna, tylko tak samo pomalowana...? Ojczym tego "rozbojnika" jezdzil "potezna" ciezarowka. Zubr to chyba byl. Gdy nocowal w domu, jego zaprzeg zajmowal caly chodnik i pol szerokosci trawnika na dlugosci od naszego bloku do drugiego. Czesto wyruszal w trase przed switem, wtedy te dwa bloki mialy przymusowa pobudke, szczegolnie gdy byl ostry mroz. Odglosy rozpalania tego "potwora" to byla muzyka dla moich uszu i tortura dla nosa przylepionego do kuchennego okna.

No i to tyle. 18, 19, 20 za moich czasow nigdy sie nie zmotoryzowalo.

W tym bloku z naprzeciwka, kumpla mialem, ktorego ojciec dentysta, rwal zeby z szybkoscia swiatla. Zanim pacjent tylkiem fotel dentystyczny dotknal, juz wstawal, bo zab w kleszczach zostal. Zadne jak teraz zastrzyki, podwazania, cudy niewidy. Gosciu byl jak Gustlik, a lape to pewnie i wieksza mial. Przyjmowal w N.Debie i pobliskich wioskach, dokad dojezdzal niebieska Octawia z 1960 roku. Drynda to juz byla. Zawsze pod blokiem stala i nawet czesto nie zamknieta, wiec z Jackiem gdy nie bylo co robic, przesiadywalismy w niej duzo czasu. Sprzedal ja w koncu i kupil mlodsza Skode 100L.

Mialem i mam wciaz innego kumpla, ktorego oboje rodzice lekarzami byli. Ojciec pediatra z powolania, znany byl na pol, a moze i cala Polske. W latach 80 tych tak porzadnie szpitalem dzieciecym w N. Debie zarzadzal, tak kase sciagal skad sie da na wyposazenie, ze w pewnym momencie w PRL-u po Centrum Zdrowia Dziecka, nastepnym najlepszym szpitalem pediatrycznym byl szpital w Nowej Debie. Jezdzil on dlugie lata czarnym Mercedesem 220 SE z 1965. Tym autem jechalo sie jak w miekkich oblokach. Jezdzil nim dopoki Mercedesa rdza nie zezarla tak, ze stal pod blokiem i nie odpalal. Dziwne, ale nie wiem co sie z nim stalo. Pozniej kupil Fiata 131 czy 132. Pozniej smigal maluchem, a w garazu, juz we wlasnym domu, stal jakis wypasiony Ford, ale to bylo juz blizej lat 90 tych. To byl gosciu, ktory wolal spedzac czas z kolegami syna niz z wlasnymi rowiesnikami. Byl smakoszem naprawde drogich trunkow (a mial ich ze wzgledu na zawod naprawde niewyczerpalne zasoby) i zawsze wyzeral nam na imprezach caly salceson. Mogly na stole byc szynki, balerony, poledwice. Jak Jurek, bo tak kazal do siebie mowic, przyszedl, to nie odszedl dopoki salceson nie zniknal. Nie musze chyba dodawac, ze my w zamian pomagalismy mu konsumowac owe trunki rozmaite. Cala te rodzine moge nazwac swoimi przyjaciolmi.

Spedzilem z nimi razem wiele wspanialych wakacji na Mazurach.

Pyskaty z Łysiakiem
wąsaty Pyskaty z Lysiakiem w namiocie

Nauczylem sie dzieki nim zeglarstwa, jazdy na nartach wodnych, zlapalem bakcyla motorowodniarstwa. Z kumplem i jego ojcem wielokrotnie chodzilem na polowania. Dzisiaj tylko mile wspomnienia zostaly, bo za wyjatkiem kolegi wszyscy poumierali. Łukasz, ktory kariere zrobil w firmach farmaceutycznych, w Konstancinie jakis "domeczek" ma, a za plotem sasiada - kolege Solorza. Musze do niego wpasc kiedys. Ciekawe czy sie do mnie jeszcze przyzna?

Pyskaty start

Mialo byc o Trabancie, a wyszlo jak zawsze gdy mi sie na wspomnienia zebralo. Chociaz moze to i dobrze, bo jak mnie wziela niedawno myslenica historyczno familijna, to skonczylo sie tym, ze VIS-a kupilem. Piotrze mam kilka zdjec z plywania motorowka i jazdy na nartach. Pamietam, obiecalem Ci, ze bede szukal i znalazlem. Jednak jakosc ich jest bardzo mizerna, ale jesli jestes wciaz chetny to Ci moge wyslac. Odmeldowuje sie.

Tym ktorzy doczytali do konca i nie zanudzili sie dziekuje za uwage.

Pyskaty