niebieskie światło ostrzegawcze

Dostałem ostrzeżenie od mojego stróża z góry. Błysnął mi kilka razy w oczy niebieskim światłem.

Było tak. W drodze powrotnej z Księżyca do domu jechałem dwupasmową drogą przez Ursynów. Wieczór, ruch znikomy, sucho. Gdy zbliżałem się do skrzyżowania sygnalizacja dla pieszych zmieniła się z zielonego na czerwone. To duże skrzyżowanie mające ustawione cykle świateł tak, że czerwone dla pojazdów włącza się po ok. 5 sekundach po zmianie świateł dla pieszych. Zielone światło, do wjazdu na skrzyżowanie miałem ze 30 metrów. Nie ma co hamować, bo stanę na środku.

W ostatniej chwili tknęło mnie coś gdy auto na sąsiednim pasie gwałtownie zahamowało. W tym momencie z lewej zobaczyłem wpadające na skrzyżowanie dwa wozy policyjne jadące na sygnale. Gdyby nie uwaga i przytomność umysłu kierowcy pierwszego z nich spotkalibyśmy się na samym środku. On przyhamował, ja odbiłem w prawo i przelecieli tuż za mną. Mój manewr wyprowadził mnie na narożny krawężnik. Już czułem jak przelatuję przez niego długim lobem, ale udało mi się pozostać na drodze.

Uff, jeszcze raz się udało. Właściwie nic nie mam na usprawiedliwienie. Muszę to potraktować jako sygnał ostrzegawczy od stróża. Uważajcie Kamraci!!!