frajda z kłopotu
Kłopot może być okazją do miłych chwil. Ruszam z rana na Księżyc. Piękna pogoda, puste ulice, silnik znowu w życiowej formie po przedwczorajszym remoncie... Naraz czuję charakterystyczne "pływanie" tylnego koła. Trzeba uciekać na bok. Szczęśliwie akurat zbliżałem się do stacji benzynowej. Zjazd pod kompresor. Tylne koło stoi na feldze. W ostatnim czasie trzeci raz :-(
Może to tylko mała dziurka i po napompowaniu dam radę dolecieć do celu? Zostało tylko kilka kilometrów. Niestety, ciśnienie znika w oczach. Nie ma co się oszukiwać, trzeba ściągać koło. Nie ma też co narzekać. Jeżeli awaria gdzieś się ma zdarzyć, to czy może być lepsze miejsce niż sąsiedztwo stacji?
Ściągam kurtkę, na kompresorze kładę telefon z uruchomionym audiobookiem i zabieram się do pracy. Dosłownie po minucie podjeżdża auto, wychodzi z niego kierowca i pyta czy w czymś może pomóc. Oferuje podwiezienie jeżeli miałoby to być pomocne. Dziękuję serdecznie i uspokajam go, że sytuacja jest opanowania.
Odpinam linki, odkręcam nakrętkę i wyciągam oś. Teraz trudny moment. Trzeba wyciągnąć koło. Zazwyczaj kładę motor na prawym boku, ale dziś mam pełny bak i żeby nie rozlewać paliwa musiałbym go ściągnąć. Komu by się chciało podejmować dodatkowe działania w taki upał. Motor stoi na centralce. Staję z prawej strony, przechylam go na siebie jednocześnie dociskając przód. Tylne koło w górze. Chwila ekwilibrystyki, zrzucam koło z zabieraka i wyszarpuję je dołem w lewą stronę. Teraz można tyłem oprzeć motor na tłumiku.
Uff, chwila przerwy. W tej chwili podjeżdża gość na elektrycznym rowerze. Pyta czy nie potrzebuję pomocy. Dużo jeździ i wie co to znaczy złapać gumę. Dziękuję za okazaną chęć pomocy i ucinamy sobie pięć minut miłej pogawędki.
Ściągam jedną stronę opony z felgi i wyciągam dętkę. Po napompowaniu widać miejsce przecięcia. To nie ostry przedmiot tylko charakterystyczne przecięcie od łyżki, którą przyszczypałem dętkę podczas poprzedniego montażu. Muszę się bardziej koncentrować. Wstyd się przyznać, to już trzecia dziura w tej samej dętce z tego samego powodu. Nie pamiętam takiej serii błędów w całej mojej historii motocyklowej. Lepię kolejną łatkę i przyrzekam sobie, że w przyszłym tygodniu znajdę chwilę i wymienię dętkę na nową. Mam jedną w sakwie, ale o ile to możliwe, zawsze staram się naprawić uszkodzenie, zachowując żelazny zapas.
Uff, chwila przerwy. "Do you speek english?" Podnoszę wzrok i widzę motocyklistę w wyprawowym stroju. To Pierre z Francji. Jest na wyprawie. Kieruje się ku Litwie. Potem ma w planach Finlandię. Co dalej? Tego nie wie. Jak długo będzie w trasie? Dokąd starczy mu pieniędzy. Ma czas. Jest na emeryturze. Gaworzymy o wyprawach, przygodach, planach. On ogląda z ciekawością mój motor, ja idę rzucić okiem ja jego. Sugeruję, że kwestie pieniędzy mógłby rozwiązać zapoznając po drodze jakieś panie. Z doświadczenia wiem, że samotny motocyklista przyciąga uwagę :-) Tym razem przerwa rozciągnęła się do dziesięciu minut. Pierre rusza w drogę, Piotr rusza do pracy.
Najtrudniejszy moment. Samodzielne włożenie koła do stojącego motoru jest możliwe, ale do łatwych nie należy. Właśnie się przymierzałem gdy podszedł młody gość z pytaniem, czy nie potrzebuję pomocy. Sam jest motocyklistą i wie, co to znaczy robić koło w trasie. We dwóch włożenie koła to dosłownie minuta. Kolejnych pięć poświęciliśmy na rozmowę. On śmiga "sportami", jednak planuje w najbliższej przyszłości zakup jakiejś wyprawówki. Będzie to maszyna zarówno dla niego, jak i jego ojca, który teraz jest niepraktykujący, ale całe życie był związany z motorami pracując w Niemczech przy produkcji i serwisie MZ'tek. Teraz syn chce pośmigać razem z ojcem. Wspaniałe :-)
Uff, udało się. Udała się zarówno naprawa koła, jak i udało się w czasie półtorej godziny porozmawiać w kilkoma życzliwymi osobami. Sam smak motocyklizmu :-)

(odbicie w tylnej scianie kompresora)
Może to tylko mała dziurka i po napompowaniu dam radę dolecieć do celu? Zostało tylko kilka kilometrów. Niestety, ciśnienie znika w oczach. Nie ma co się oszukiwać, trzeba ściągać koło. Nie ma też co narzekać. Jeżeli awaria gdzieś się ma zdarzyć, to czy może być lepsze miejsce niż sąsiedztwo stacji?
Ściągam kurtkę, na kompresorze kładę telefon z uruchomionym audiobookiem i zabieram się do pracy. Dosłownie po minucie podjeżdża auto, wychodzi z niego kierowca i pyta czy w czymś może pomóc. Oferuje podwiezienie jeżeli miałoby to być pomocne. Dziękuję serdecznie i uspokajam go, że sytuacja jest opanowania.
Odpinam linki, odkręcam nakrętkę i wyciągam oś. Teraz trudny moment. Trzeba wyciągnąć koło. Zazwyczaj kładę motor na prawym boku, ale dziś mam pełny bak i żeby nie rozlewać paliwa musiałbym go ściągnąć. Komu by się chciało podejmować dodatkowe działania w taki upał. Motor stoi na centralce. Staję z prawej strony, przechylam go na siebie jednocześnie dociskając przód. Tylne koło w górze. Chwila ekwilibrystyki, zrzucam koło z zabieraka i wyszarpuję je dołem w lewą stronę. Teraz można tyłem oprzeć motor na tłumiku.
Uff, chwila przerwy. W tej chwili podjeżdża gość na elektrycznym rowerze. Pyta czy nie potrzebuję pomocy. Dużo jeździ i wie co to znaczy złapać gumę. Dziękuję za okazaną chęć pomocy i ucinamy sobie pięć minut miłej pogawędki.
Ściągam jedną stronę opony z felgi i wyciągam dętkę. Po napompowaniu widać miejsce przecięcia. To nie ostry przedmiot tylko charakterystyczne przecięcie od łyżki, którą przyszczypałem dętkę podczas poprzedniego montażu. Muszę się bardziej koncentrować. Wstyd się przyznać, to już trzecia dziura w tej samej dętce z tego samego powodu. Nie pamiętam takiej serii błędów w całej mojej historii motocyklowej. Lepię kolejną łatkę i przyrzekam sobie, że w przyszłym tygodniu znajdę chwilę i wymienię dętkę na nową. Mam jedną w sakwie, ale o ile to możliwe, zawsze staram się naprawić uszkodzenie, zachowując żelazny zapas.
Uff, chwila przerwy. "Do you speek english?" Podnoszę wzrok i widzę motocyklistę w wyprawowym stroju. To Pierre z Francji. Jest na wyprawie. Kieruje się ku Litwie. Potem ma w planach Finlandię. Co dalej? Tego nie wie. Jak długo będzie w trasie? Dokąd starczy mu pieniędzy. Ma czas. Jest na emeryturze. Gaworzymy o wyprawach, przygodach, planach. On ogląda z ciekawością mój motor, ja idę rzucić okiem ja jego. Sugeruję, że kwestie pieniędzy mógłby rozwiązać zapoznając po drodze jakieś panie. Z doświadczenia wiem, że samotny motocyklista przyciąga uwagę :-) Tym razem przerwa rozciągnęła się do dziesięciu minut. Pierre rusza w drogę, Piotr rusza do pracy.
Najtrudniejszy moment. Samodzielne włożenie koła do stojącego motoru jest możliwe, ale do łatwych nie należy. Właśnie się przymierzałem gdy podszedł młody gość z pytaniem, czy nie potrzebuję pomocy. Sam jest motocyklistą i wie, co to znaczy robić koło w trasie. We dwóch włożenie koła to dosłownie minuta. Kolejnych pięć poświęciliśmy na rozmowę. On śmiga "sportami", jednak planuje w najbliższej przyszłości zakup jakiejś wyprawówki. Będzie to maszyna zarówno dla niego, jak i jego ojca, który teraz jest niepraktykujący, ale całe życie był związany z motorami pracując w Niemczech przy produkcji i serwisie MZ'tek. Teraz syn chce pośmigać razem z ojcem. Wspaniałe :-)
Uff, udało się. Udała się zarówno naprawa koła, jak i udało się w czasie półtorej godziny porozmawiać w kilkoma życzliwymi osobami. Sam smak motocyklizmu :-)

(odbicie w tylnej scianie kompresora)