pierwsze koty

Dziś z rana wyskoczyłem do Jacka do Osiecka. Potem na zakupy do ulubionego GG Trading po uszczelniacze. Miła pogawędka ze znajomymi sprzedawcami. Takie rozpoczęcia dnia to coś co tygrysy lubią najbardziej.

W drodze do Księżycowego warsztatu licznik pokazał, że w tym sezonie nakęciłem 1500km.

Wiosna! Po zimowych jazdach Junak pokryty jest warstewką soli. Na częściach aluminiowych pojawiły się szare, matowe plamy. Tu i ówdzie wyłazi rdza. Czas na wiosenne porządki. Trzeba odwołać się do radykalnych środków. Myjka ciśnieniowa w ruch. Resztki wody wydmuchałem sprężonym powietrzem. Sprawdzam czy nie narozrabiałem. Przelanie gaźnika, kopnięcie i gra muzyka. Tak przynajmniej mi się wydawało. Piękny słoneczny dzień, więc zostawiłem motor przed warsztatem.

Wieczorem przyszedł lekki przymrozek. Na kanapie warstewka szronu. Czas na wieczorną dawkę motocyklowej przyjemności. Do bramy powoli, za szlabanem odkręcam gaz. Silnik przerywa. Zmniejszam obroty. Jedzie. Więcej gazu. Przerywa. Pewnie gdzieś w instalacji zapłonowej została woda. Liczę na to, że gdy silnik się rozgrzeje wilgoć odparuje i wszystko wróci do normy. Niestety zamiast poprawy jest coraz gorzej. Maksymalna prędkość to 40 km/h, strzały w tłumik, szarpanie. Takim kulawcem przejechałem 20km.

pierwsza usterka

W końcu postanowiłem szukać usterki na poboczu. Po ściągnieciu dekielka iskrownika widać łunę iskier na przerywaczu. To wskazuje na problem z kondensatorem. Pewnie z niezbyt dobrze wymytej soli, brudu i wilgoci powstała ścieżka przewodząca. Odłączyłem kondensator, wytarlem obudowę i drut. Złożyłem i motor zaczął jechać.

Junak bez usterki to jak lizak bez patyczka. Pierwsza usterka, pierwszy postój na boboczu, pierwsza naprawa. Sezon 2026 uważam za w pełni otwarty