Harz'13
Tradycyjnie w drugi weekend września niemiecki odłam grupy motocyklowej Dziki Junak organizuje spotkanie w Herreden. Mnóstwo wrażen, super spotkanie. Dziękuję organizatorom!!! Fabianie było super, dziękuję całej gromadzie z zachodniego brzegu Odry, Kamratkom i Kamratom ze wschodniego brzegu. PiotrowiS za przyjęcie pod dach, ugoszczenie i wspólną drogę, Mateuszowi i Magdzie za osłonę wozu technicznego na terenach DDR, Staremu WSK'arzowi za rozmowy i muzykę, Bogiemu za wspólną traskę (trochę się odłączyliśmy od wycieczki), Markowi za fascynujące opowieści o modelarstwie (był mistrzem Polski w kilku klasach modeli latających), Jozefowi za cierpliwe znoszenie ustawiania zapłonu, Mirasiowi i Powabnej za opowieści o nauce jazdy. Jejku we łbie jeszcze się wszystko nie poukładalo i pewnie nie o wszystkich wspomiałem. Pewnie - brat Fabiana na policyjnym BMW - to trzeba zobaczyć, Krzysztof na Junaku z wózkiem - też trzeba zobaczyć. Wikigu - nie pożegnałem się z Wami Wikingami :-( No i podziękowania za wspólną trasę mojemu Ciotecznostryjecznemubratuchrzestemu Krzychowi. Się kopie, się pali, się siada i się jeeedzieeeee. Z wrażenia zapomniałem aparatu więc fotki pochodzą z albumu Krzycha gdzie można zobaczyć komplet. Za to na kilku załapałem się :-)
Jak zawsze startujemy z Księżycowej łoboorki. Miny i nastrój bojowe. Marsz na zachód!!!

Wieczorem w gościnnej łoboorce PiotraS w Świdnicy ostatnie zabiegi serwisowe, nocne Kamratów rozmowy, zwiedzanie miasta, ząbki, paciorek i spać.

Ekipa prawie w komplecie podczas przekąski gdzieś na "bezdrożach" między Dreznem i Lipskiem. Brakuje tylko Krzycha zapewniającego serwis fotograficzny.

Rzut oka na park maszyn.

Ustawianie zapłonu w motocyklu Bogiego, a potem jeszcze w kilku.

Dzik jest dziki :-) Przekomarzamy się z Bogim.

Pora relaksu.

W drodze powrotnej.

Razem 1820km. Powrót jednym skokiem: 840km w 15 godzin. Usterek technicznych nie stwierdzono.

Jak zawsze startujemy z Księżycowej łoboorki. Miny i nastrój bojowe. Marsz na zachód!!!

Wieczorem w gościnnej łoboorce PiotraS w Świdnicy ostatnie zabiegi serwisowe, nocne Kamratów rozmowy, zwiedzanie miasta, ząbki, paciorek i spać.

Ekipa prawie w komplecie podczas przekąski gdzieś na "bezdrożach" między Dreznem i Lipskiem. Brakuje tylko Krzycha zapewniającego serwis fotograficzny.

Rzut oka na park maszyn.

Ustawianie zapłonu w motocyklu Bogiego, a potem jeszcze w kilku.

Dzik jest dziki :-) Przekomarzamy się z Bogim.

Pora relaksu.

W drodze powrotnej.

Razem 1820km. Powrót jednym skokiem: 840km w 15 godzin. Usterek technicznych nie stwierdzono.
