Dzień piąty czwartek 8 września 2022

Rano co niektórzy mają małego kaca, ale co tam, przecież dzisiaj dzień odpoczynku, czyli niedziela, nie siadamy na Junaki. Poranne czynności zajmują trochę czasu, śniadanie, konserwy z Polski wszystkim smakują. Do tego micha sałatki z pomidorów, ogórków, papryki i cebuli z dodatkiem bałkańskiej fety. Wszystko kroi mistrz noża kuchennego Arek. Nie ma lepiej, słoneczko, motory, dobre towarzystwo, żyć nie umierać.

Albania Mirasia
Leniwy poranek, dzisiaj niedziela dzień wolny, klin, piwko, aspiryna i widoki.Rano jeszcze w miarę chłodno.

Albania Mirasia

Około południa wybieramy się do miasteczka na obiad. Ze Slanicy do Murteru jest kawałek drogi, a po drodze odwiedzamy naszego przyjaciela Ante. Uradowany i gościnny Chorwat, Murteranin z dziada, pradziada, sadza wszystkich na tarasie swojego domu, z którego rozciągają się niesamowite widoki. U naszych stóp rozpościera się Murter oraz malownicza zatoka Hramina. Na stół oczywiście wjeżdża domaca rakija, wino i sklepowe piwo. Dużo humoru, opowieści z mchu i paproci, wspólne fotki. Piotrek jest na tyle zainteresowany przyszłymi wczasami w Chorwacji, że bierze namiar na Antego apartamenty.

Albania Mirasia

Albania Mirasia

Po mniej więcej godzinie żegnamy się z gospodarzem. Udajemy się do centrum miasta na wspólny obiad. Naszym celem jest jedna ze starszych knajp na wyspie „Gostionica u Jadrana”. Zamawiamy Girice, maleńkie rybki, pieczone w głębokim oleju, tak jak frytki. Do tego fryty, sałatki i piwo do popicia. Niestety Arek nie jada ryb (dziwne chłop znad morza, czyli ze Szczecina i nie lubi ryb). Po konsumpcji jeszcze wymiana zdań z Dusko, synem poprzedniego właściciela Gostionicy.

Albania Mirasia

Albania Mirasia
Girice, nie ma lepiej

Po obiedzie spacer po miasteczku, wszyscy są pod wrażeniem urokliwego Murteru, jeden dzień to stanowczo za mało aby wszystko pokazać chłopakom.

Albania Mirasia

Po południu ciche zajęcia w grupach. Kamyk reguluje zapłon, każdy coś grzebie przy motorach, wszak jutro znowu ogień. Paciorek, siusiu i znowu ktoś chrapie.

<< dzień czwarty     dzień szósty >>