Miętkie
Żoneczka pojechała ze swoim gangiem (grupa przyjaciółek z młodości i wiecznie trwającej młodości) na Mazury. W tym czasie ja odkopuję się spod góry tematów silnikowych. Cisza, nie licząc licznych telefonów od właścicieli silników, nikt w domu nie będzie narzekał na późny powrót z warsztatu. Słowem warunki idealne do pracy. Jednak są też czynniki niesprzyjające. Na niebie słonko, białe obłoczki, 25 st.C i lekki wiatr. Czy nie jest to pogoda idealna na motor? Niestety jest. Do tego Kasia wspomniała, że zatrzymały się w niezwykłym miejscu i sugeruje żebym wpadł choć na jedną noc.
Agroturystyka Miętkie Pole w miejscowości Miętkie, niedaleko Szczytna, to chyba jedyne miejsce w Polsce gdzie właścicielem i gospodarzem jest Amerykanin. To samo w sobie nie byłoby niczym niezwykłym gdyby nie fakt, że Jack, który w latach 90'tych pokochał i ożenił się z Polką i pokochał też Mazury, zaczął budowę swojego królestwa od postawienia garażu na 4 auta. Nad garażem urządził komfortowe mieszkanie. Komfort polega między innymi na tym, że do garażu wchodzi się prosto z kuchni :-) W garażu mieszkało jak dotąd sporo aut o wojskowym rodowodzie. Jack doprowadza je do kwitnącego stanu, a gdy któreś jest gotowe zawsze znajdzie się ktoś zdeterminowany żeby kupić je, zazwyczaj wbrew woli właściciela. Na to miejsce pojawia się kolejne, i tak zabawa trwa. W pobliżu garażu stanął piękny dom, tak zaprojektowany, że trudno w pierwszej chwili powiedzieć czy stoi tu od zawsze, czy architekt tak dobrze wczuł się w mazurski klimat.
Propozycja żoneczki, pogoda, Mazury, intrygujący pasjonat staroci... Czy można się temu oprzeć? Żeby nie podejmować pochopnie decyzji zasięgam opinii Krzycha, Quby i Canaletta. Ci koleżkowie zamiast mnie powstrzymać jeszcze dopingują. Żebym nie musiał wracać do domu Quba oferuje pożyczkę kasku dla Kasi. Canaletto przynosi pająk do przyczepienia kasku na bagażnik, a Krzych worek ochronny. Czy to są dobrzy koledzy? Zamiast pilnować żebym pilnie pracował jeszcze namawiają do złego ;-(
W decyzji utwierdza rzut oka na prognozę pogody. Jutro na Mazurach będzie deszczowo. Trzeba łapać chwilę. Szczoteczkę do zębów i maszynkę do golenia kupię po drodze, chodził będę w stroju motocyklowym, na miejscu znajdzie się pościel i ręcznik, kask dla Kasi mam już na bagażniku... nie ma co tracić czasu - startuję. Żeby nie jechać w obie strony tą sama drogą lecę przez Mławę i Nidzicę, co okazało się błędną decyzją, a powrót przez Przasnysz i Pułtusk. Na odcinku między Płońskiem, a Mławą trwa intensywna budowa S7. Co chwila przejazd przez budowaną drogę, kolejne rondko, i sznur wolno posuwających się aut. Brak pobocza i wąska jezdnia uniemożliwiają przebijanie się do przodu. Od Mławy już znacznie lepiej, kawałek ekspresówki i Nidzica. Stąd już droga powiatowa przez lasy, łąki i pola. To jest to, co tygrysy lubią najbardziej.
Na miejsce docieram przed dziewczynami, które dziś korzystają z uroków spływu Krutynią. Przed domem wita mnie wysoki siwiejący pan o wyglądzie wojskowego, przy czym wojskowego wg wyobrażenia o armii amerykańskiej - szczupły i wyprostowany. Jak się okazało Kasia uprzedziła gospodarza o wyglądzie mojego motocykla więc po pierwsze Jack z góry wiedział kim jestem, a po drugie nie zdziwił go wygląd mojego pojazdu.
Ucięliśmy sobie godzinną pogawędkę połączoną z pokazem aut. Potem przy kawce Jack opowiadał o swojej pracy zawodowej i pasjach. Pracował jako szef IT w BP zajmując się łącznością i telekomunikacją w wielu krajach gdzie BP uczestniczyło w projektach wydobycia ropy i gazu. Libia, Pakistan, rosyjska Syberia. Na Syberii jako jeden z nielicznych obcokrajowców uzyskał pozwolenie na korzystanie z amatorskiej łączności, którą bawi się od dwunastego roku życia, kiedy to uzyskał licencję. W najlepszych latach potrafił pracować z prędkością 40 słów na minutę! Nigdy dotąd w środku Mazur nie gaworzyłem tyle po angielsku :-)
Po powrocie kajakarek pojechaliśmy z żoneczką na wycieczkę po okolicy. Tam jest PIĘKNIEEEE !!!!
Po drodze wstąpiliśmy do hoteliku Targowski Dwór, ale restauracja była już zamknięta. Za to spotkaliśmy dwóch motocyklistów, koło maszyn których zaparkowałem. Wielka Honda GW i BMW GS, a obok stareńki Junak. Serdeczne pozdrowienia i w drogę.

Po powrocie kolacja i do łóżka. Nazajutrz planuję start skoro świt.
Wstaję chwilę przed piątą. Coś ostatnio pobrzmiewa z okolic głowicy. Sprawdzam zawory. Luz jest ok. Za to luz występuje też na połączeniu głowicy z kolankiem wydechu. Dokręcanie nic nie daje. Gwint już najlepsze lata ma za sobą. Mówi się trudno. Może jakoś wytrzyma? Jakoś wytrzymał, ale tylko przez 40 kilometrów i puścił. Zanim jednak to się stało wpadłem pod wielką czarną chmurę. Deszcz w kilka sekund dobrał się do mnie. Na nogach trampki, strój letni z siatką. Myślałem, że mam w sakwie przeciwdeszczówkę, ale sprawdziło się to tylko w połowie. Góra była. Dobre i to. Od pasa w dół byłem mokry. Zagrzałem się przez chwilę gdy usłyszałem ryk z odkręconego kolanka. Doraźna naprawa polegała na wyrzuceniu uszczelki i wykorzystaniu połowy ostatniej zwitki gwintu. Wytrzymało to do Księżyca, a potem i do domu.
Taki wypad to miły przerywnik codziennej rutyny.
Agroturystyka Miętkie Pole w miejscowości Miętkie, niedaleko Szczytna, to chyba jedyne miejsce w Polsce gdzie właścicielem i gospodarzem jest Amerykanin. To samo w sobie nie byłoby niczym niezwykłym gdyby nie fakt, że Jack, który w latach 90'tych pokochał i ożenił się z Polką i pokochał też Mazury, zaczął budowę swojego królestwa od postawienia garażu na 4 auta. Nad garażem urządził komfortowe mieszkanie. Komfort polega między innymi na tym, że do garażu wchodzi się prosto z kuchni :-) W garażu mieszkało jak dotąd sporo aut o wojskowym rodowodzie. Jack doprowadza je do kwitnącego stanu, a gdy któreś jest gotowe zawsze znajdzie się ktoś zdeterminowany żeby kupić je, zazwyczaj wbrew woli właściciela. Na to miejsce pojawia się kolejne, i tak zabawa trwa. W pobliżu garażu stanął piękny dom, tak zaprojektowany, że trudno w pierwszej chwili powiedzieć czy stoi tu od zawsze, czy architekt tak dobrze wczuł się w mazurski klimat.
Propozycja żoneczki, pogoda, Mazury, intrygujący pasjonat staroci... Czy można się temu oprzeć? Żeby nie podejmować pochopnie decyzji zasięgam opinii Krzycha, Quby i Canaletta. Ci koleżkowie zamiast mnie powstrzymać jeszcze dopingują. Żebym nie musiał wracać do domu Quba oferuje pożyczkę kasku dla Kasi. Canaletto przynosi pająk do przyczepienia kasku na bagażnik, a Krzych worek ochronny. Czy to są dobrzy koledzy? Zamiast pilnować żebym pilnie pracował jeszcze namawiają do złego ;-(
W decyzji utwierdza rzut oka na prognozę pogody. Jutro na Mazurach będzie deszczowo. Trzeba łapać chwilę. Szczoteczkę do zębów i maszynkę do golenia kupię po drodze, chodził będę w stroju motocyklowym, na miejscu znajdzie się pościel i ręcznik, kask dla Kasi mam już na bagażniku... nie ma co tracić czasu - startuję. Żeby nie jechać w obie strony tą sama drogą lecę przez Mławę i Nidzicę, co okazało się błędną decyzją, a powrót przez Przasnysz i Pułtusk. Na odcinku między Płońskiem, a Mławą trwa intensywna budowa S7. Co chwila przejazd przez budowaną drogę, kolejne rondko, i sznur wolno posuwających się aut. Brak pobocza i wąska jezdnia uniemożliwiają przebijanie się do przodu. Od Mławy już znacznie lepiej, kawałek ekspresówki i Nidzica. Stąd już droga powiatowa przez lasy, łąki i pola. To jest to, co tygrysy lubią najbardziej.
Na miejsce docieram przed dziewczynami, które dziś korzystają z uroków spływu Krutynią. Przed domem wita mnie wysoki siwiejący pan o wyglądzie wojskowego, przy czym wojskowego wg wyobrażenia o armii amerykańskiej - szczupły i wyprostowany. Jak się okazało Kasia uprzedziła gospodarza o wyglądzie mojego motocykla więc po pierwsze Jack z góry wiedział kim jestem, a po drugie nie zdziwił go wygląd mojego pojazdu.
Ucięliśmy sobie godzinną pogawędkę połączoną z pokazem aut. Potem przy kawce Jack opowiadał o swojej pracy zawodowej i pasjach. Pracował jako szef IT w BP zajmując się łącznością i telekomunikacją w wielu krajach gdzie BP uczestniczyło w projektach wydobycia ropy i gazu. Libia, Pakistan, rosyjska Syberia. Na Syberii jako jeden z nielicznych obcokrajowców uzyskał pozwolenie na korzystanie z amatorskiej łączności, którą bawi się od dwunastego roku życia, kiedy to uzyskał licencję. W najlepszych latach potrafił pracować z prędkością 40 słów na minutę! Nigdy dotąd w środku Mazur nie gaworzyłem tyle po angielsku :-)
Po powrocie kajakarek pojechaliśmy z żoneczką na wycieczkę po okolicy. Tam jest PIĘKNIEEEE !!!!
Po drodze wstąpiliśmy do hoteliku Targowski Dwór, ale restauracja była już zamknięta. Za to spotkaliśmy dwóch motocyklistów, koło maszyn których zaparkowałem. Wielka Honda GW i BMW GS, a obok stareńki Junak. Serdeczne pozdrowienia i w drogę.

Po powrocie kolacja i do łóżka. Nazajutrz planuję start skoro świt.
Wstaję chwilę przed piątą. Coś ostatnio pobrzmiewa z okolic głowicy. Sprawdzam zawory. Luz jest ok. Za to luz występuje też na połączeniu głowicy z kolankiem wydechu. Dokręcanie nic nie daje. Gwint już najlepsze lata ma za sobą. Mówi się trudno. Może jakoś wytrzyma? Jakoś wytrzymał, ale tylko przez 40 kilometrów i puścił. Zanim jednak to się stało wpadłem pod wielką czarną chmurę. Deszcz w kilka sekund dobrał się do mnie. Na nogach trampki, strój letni z siatką. Myślałem, że mam w sakwie przeciwdeszczówkę, ale sprawdziło się to tylko w połowie. Góra była. Dobre i to. Od pasa w dół byłem mokry. Zagrzałem się przez chwilę gdy usłyszałem ryk z odkręconego kolanka. Doraźna naprawa polegała na wyrzuceniu uszczelki i wykorzystaniu połowy ostatniej zwitki gwintu. Wytrzymało to do Księżyca, a potem i do domu.
Taki wypad to miły przerywnik codziennej rutyny.