szczęśliwy piątek 13'go

Od jakiegoś czasu miałem kłopoty ze zmianą biegów. To nie były zwykłe kłopoty, to były poważne kłopoty. Zwłaszcza w dół, ale w górę też. Często (prawie zawsze) stałem na światłach z bliżej nieokreślonym położeniem skrzyni, i w momencie zmiany (świateł) okazywało się, że jedyną opcją jaka pozostała jest wrzucenie biegu w górę. Jeżeli miałem szczęście była to dwójka, ale często okazywało się, że jest to trójka. Co jakiś czas zaskoczenie było jeszcze większe i startowałem z czwórki. Jeżeli do tego doszło niekorzystne ukształtowanie terenu, i start odbywał się pod górę, macie obraz sytuacji. Do pełnego obrazu brakuje jeszcze informacji, że zazwyczaj start odbywał się z pole position, a w drugiej i dalszych liniach kierowcy nerwowo przegazowywali, pałając żądzą zemsty nad przepychającym się motocyklistą (to ja).

Te poważne kłopoty zaczęły się mniej więcej rok temu. Wcześniej były tylko duże kłopoty, które nastąpiły w rok po sporych kłopotach. Słowem już prawie nie pamiętałem jak można zmieniać biegi bezproblemowo w moim motocyklu. W tych, które składam od czasu do czasu dla obcych ludzi biegi wchodziły bez problemów. Czyli niby wiem jak działa skrzynia i jak ją poskładać.

Zdesperowany tydzień temu wyprułem skrzynkę, wydystansowałem co się należy i jak się należy, przeszlifowałem końcówkę kołka ustalającego wałek przesuwek, zmieniłem sprężyny zmieniacza na nówki przyłożywszy się do ich perfekcyjnego podoginania (niby prosta sprężyna, a niuansów gięć bez liku). W efekcie ujmowany w palce wałek przesuwek obracał się lekuchno, a biegi wchodziły z satysfakcjonującym kliknięciem. Nie wspomnę nawet, że sporo uwagi poświęciłem śrubkom ograniczającym ruch zmieniacza (mam zmieniacz nowego typu). Zamknąłem dekiel, założyłem wajchy i w drogę. Już przy starcie wiedziałem, że kłopoty nie ustąpiły.

Jedynym elementem, którego nie ruszałem był sam zmieniacz. Na oko wygląda, że mimo że służy mi od początku, i myślę, że minimum 300.000 km ma za sobą, to jest w życiowej formie. Dziś bez specjalnej nadziei zamieniłem go na inny. Z pewną nieśmiałością wbiłem jedynkę i weszła. To samo na każdych światłach. Zero problemów, biegi wchodzą jak ciepły nóż w masło. Chcesz jedynkę? Proszę bardzo. Pasuje ci dwójka? Masz dwójkę :-) Japończycy mieliby się na czym wzorować.

Jutro położę na stole winowajcę i spróbuję, w obliczu najwyższej komisji do spraw badania przypadków junakowych (w osobie Krzycha), dojść do jakiś wniosków.Teraz przyjdzie mi przysypiać na światłach bez tej dodatkowej adrenaliny związanej z loterią biegową. Jak żyć?