dzień 15 - Francja

Piątek rano. Jeszcze jesteśmy w Hiszpanii, a za cztery dni mamy lądować na Księżycu. Na szczęście Hiszpania jest już dobrze napoczęta i został z niej tylko mały kawałek.  Cztery dni, 2400 km i cztery kraje. Trzeba się sprężać. W związku z tym dziś pobudka o 5:45. Chłodnawo. Każdy przygotowuje się swoim sposobem. Ja jak widać na fotce grzebię w motocyklu. Pamiętam, że zmieniłem regler i zamieniłem się z Krzychem na akumulatory. Może mój biedak jednak się podładuje? Tak czy tak wpadniemy do Pampeluny i spróbujemy nabyć drogą kupna nowy. Pamiętam o reglerze, ale czego szukałem w samym silniku? Zabijcie, a nie pamiętam.
 
 d15
 
Krzych już przygotował się. Oczywiście pierwszy. Teraz dogląda herbaty.
 
d15
 
Olo wrzucił już cały mandżur na motocykl, a teraz przygotowuje kamery. Zobaczymy kiedyś co tam się nakręciło.
 
d15
 
Jeszcze zaplanowanie trasy. Niby pozwalamy się wieść Tom-Tomkowi, ale kontrolujemy go konfrontując elektroniczne plany z papierową mapą. Wierzyć i sprawdzać.
 
 d15
 
Pierwsze kroki kierujemy do Pampeluny do sklepu motocyklowego. Tu nieoceniony jest oczywiście google. Pytasz i masz :-) Wbijam adres do Tom-Tomka i lecimy. Jest sklep i jest akumulator. Trzeba zostawić 65 EUR i można zostawić starą baterię. Cena mniej więcej 2 razy wyższa niż u nas, ale jak mus to mus. Olek pyta przy okazji o klamkę. Mogą ściągnąć na poniedziałek. Nie mamy czasu żeby czekać, zresztą tu przebicie ceny w porównaniu z allegro jest czterokrotne. Dojedzie na klamce junakowej.
 
d15
 
Chwila pogaduszek ze sprzedawcą na temat podróży motocyklowych, w tym czasie zainstalowałem nowy nabytek i mam prąd :-)
 
d15
 
To nie jest to na co wygląda. Nie bijemy pokłonów w kierunku Mekki, ani nie modlimy się do vulcana. Olo zawadził spodem o krawężnik. Patrzymy czy nie narobił jakiś szkód. Zarysowana rama, ale tragedii nie ma.
Przez cały dzień śmigamy przez prowincję francuską. Widoki WSPANIAŁE!!! Na dodatek ciekawe spostrzeżenia. Mam w zwyczaju zaglądanie na place przy warsztatach samochodowych. Tu dostrzegłem sporo naprawdę leciwych aut. Renówki piątki i czwórki wyglądały nie jak auta zabytkowe, choć przecież takimi są, tylko jako pojazdy eksploatowane na co dzień. U nas rzecz jasna sporo staroci, ale takiego muzeum trudno spotkać.
 
Ileśmy ujechali? 500km. Tylko? No, ale mieliśmy przerwy techniczne związane z moimi prądami. Może to nie taki zły wynik? Jutro trzeba zarządzić pobudkę wcześnie. Na razie trzeba poszukać biwaczku. I znaleźliśmy. To nieczynny o tej porze camping. Nieczynny, ale wysprzątany, zadbany, woda w kranach jest. Stoją też pod wiatą dwa wózki elektryczne podpięte do ładowania. Łazimy i szukamy obsługi. Nie ma żywego ducha. Rozbijamy się. Dziś nie robimy ciepłego posiłku. Kanapki z herbatą i szybko do śpiworów. Krzych znowu odmawia rozbicia namiotu. A to się chłopina rozsmakował w nocowaniu pod chmurką. Olek zaproponował, że rozbije mu namiot, a rano zwinie. Nic to nie zmienia. Uparciuch chce pod chmurką i już.
 
d15