dzień 14 - Hiszpania w lesie

W Polsce fala upałów, a tu w nocy temperatura spadała w okolice zera. Na szczęście pogoda dopisuje i słońce zaczyna przygrzewać. Krzych chyba nieźle zmarzł i właśnie rozgrzewa się szybkim pakowaniem gratów. Do roboty. Śpiwór, norka, materac i gotowe. Korzystając z obfitości wody szybka kąpiel i golenie. W między czasie woda zdążyła się zagotować. Kanapki, pomidorek, kurczak na zimno, herbatniki i można śmigać. W planach podciągnięcie pod Pampelunę, czyli prawie do końca Hiszpanii. To około 600 km. Trzeba twardym być. Wycieczka motocyklowa to nie weekendowy wyjazd dla dziewczynek. 

Tu nocowaliśmy.

d14 
Podziwiamy widoki i pędzimy. Pierwsza atrakcja to Madryt. O zwiedzaniu oczywiście nie ma mowy choć przelecimy przez całe miasto zawadzając o jego środek. Można byłoby je ominąć lecąc autostradami, ale po pierwsze to spore nadłożenie drogi, a po wtóre Olek protestuje. Przy naszej (to jest mojej i Krzycha) prędkości 80-90 km/h na autostradzie Olo po prostu przysypia na swojej wygodnej sofie. Trochę baliśmy się miejskiego ruchu, ale urbaniści dobrze wykonali swoją robotę i przejeżdżamy bez problemów szerokimi ulicami. Godzina i po Madrycie.

Już za miastem zauważyłem, że straciłem światła. Postój techniczny na cepeenie. Krótka inspekcja wykazała, że w akumulatorze po została połowa kwasu. Przyczyna? Mogą być dwie, albo układ ładowania pcha w instalację zbyt duże napięcie, albo padł akumulator i poprzez zwarcie wewnętrzne przepuszcza zbyt duży prąd. Tak czy tak woda się wygotowała. Pytam na stacji o wodę do baterii. Nie mają. Pozostaje mineralka. I tak akumulatorowi dużo bardziej nie zaszkodzę.

d14

Uzupełnianie wody metodą usta-cela.
 
d14

Co tam w instalacji? 7,4V to znacznie za mało. Ponieważ mam regulator najnowszego typu od Jacka z Osiecka wiem, że przy zbyt niskim napięciu nie podniesie się. Krzych ma zapasowy regler od jakiegoś skutera. On prawdopodobnie powinien działać niezależnie od stanu akumulatora. Szybka zamiana. Oczywiście wtyczki nie pasują więc rozbieram je i łączę kable na krótko wszystko owijając nieco izolacją.  
 
d14

Olek nie traci czasu i ucina sobie drzemkę. Mimo słonecznej pogody jedziemy jeszcze w przeciwdeszczówkach dla ochrony przed zimnem. Zimnem? W ciepłych krajach? A mówi się o globalnym ociepleniu. Ciężko to ogarnąć.
 
d14

Przerwa na odpoczynek w połowie dnia. Wstawiamy wodę na herbatę i wyciągamy się na trawie. Ja grzebię przy kabelkach. Prądu ciągle nie mam. Wszystko wskazuje na to, że to jednak wina akumulatora. Kiedy go zmieniałem? Dwa lub trzy lata temu. Miał już prawo się zużyć. Dość leniuchowania. Pojedli? Popili? To dać psu mordy oblizać i w drogę.
 
d14

Pod wieczór trzeba szukać biwaku. Nie można zwlekac z tym zbyt długo, bo gdy zrobi się ciemno poszukiwania bedą utrudnione. Poza tym nie mam świateł. Jednak słońce już prawie dotyka horyzontu, a my ciągle w siodłach. W tej okolicy nie ma lasów. Pola, pola, czasami sady z oliwkami. Decydujemy się na odbicie w boczną drogę. Po dwóch kilometrach widzimy opuszczoną farmę, a koło niej lasek. To właściwie nie jest las tylko jakieś drzewa zasadzone w regularnych rzędach. Nie wnikamy. Miejsca jest dość. Zakładamy obóz. 
 
d14
 
Coś muszę wykombinować z prądami. Jutro postaram się kupić nowy akumulator. Internet podpowiada, że najbliższa możliwość to Pampeluna. Jest plan. Klawo jak cholera. Teraz biwak, coś na ciepło i do śpiworów.