Alusia i ka

Temat nie motocyklowy, ale związany z szeroko pojętą motoryzacją więc go tu podpinam.

Niedziela rano. W aucie córki (ford Ka) przepaliła się żarówka w tylnym kierunkowskazie. Zdarza się. Jazda z taką usterką jest dość niebezpieczna - więc zaraz po śniadaniu, w dobrym humorze i pełen zapału powędrowałem na parking. Otworzyłem klapę bagażnika w poszukiwaniu dojścia do żarówek. Zaglądam tu i tam, lekko szarpię za tapicerkę i nic. Przyjdzie odkręcić całą lampę. Z głową w bagażniku pomrukuję pod nosem nazwę modelu auta, czyli Ka. Wyrzekam na konstruktorów, ich matki i ustawodawców europejskich (wraz z matkami) wymuszających na producentach wprowadzanie coraz bardziej ekstrawaganckich pomysłów, a nie potrafiących spowodować, żeby żarówki można było wymienić bez kończenia szkół samochodowych i bez specjalistycznych narzędzi. To powinien umieć zrobić każdy kierowca bez względu na wiek, płeć, wyznawaną wiarę czy poglądy polityczne. W fordzie Ka chcąc być przygotowanym na wymianę żarówek trzeba wozić ze sobą klucz nasadkowy 10 lub śrubokręt krzyżakowy. Dwie śruby i lampa odkręcona. Trzyma się jeszcze na 2 klipsach. Po pociągnięciu lampy do tyłu zeskakuje z klipsów. Potem jeszcze 5 śrubek. Tu potrzebny jest torx. Ka, przepalona żarówka, a robótka całkiem całkiem.

Gdy tak sobie pomrukiwałem ze złości za mną odegrał się mały dramat. Doszła do mnie następująca wymiana zdań:
Umęczony głos męski z lekką chrypką: Aluś, daleko do sklepu?
Głos żeński z troską: Tu jest, zaraz za rogiem.
Głos męski z ulgą: O jest :-)
Głos męski z rozpaczą i nutką rezygnacji: Zamknięty. Dziś niedziela, ka :-(

Niedzielny poranek, słonko, ciepło, optymistycznie, a tu tyle ka :-(